Polskie forum fanów serialu ,,Pingwiny z Madagaskaru - dołącz do naszej społeczności już dziś!


    Opowiadania humanizacja PzM

    Share

    Fan PzM 1/2

    Liczba postów : 12
    Reputacja : 0
    Join date : 08/10/2016
    Age : 32
    Skąd : Gliwice

    Opowiadania humanizacja PzM

    Pisanie by Fan PzM 1/2 on Sob Paź 15, 2016 7:11 pm

    Część wrzucam swoje pierwsze opowiadanie z serii humanizacji PzM. Zachęcam też do dyskusji na temat tych opowiadań. mam całe mnóstwo tych opowiadań, a także kilka dokumentów dotyczących świata tych opowiadań. To chyba wszystko w tej kwestii.

    Pozdrawiam,
    Mariusz

    Opowiadanie "Przeprowadzka"

    W ten chłodny styczniowy dzień wszystko wydawało się być zwyczajne. Blok nr 1 bo tak nazywał się ten budynek, nie wyróżniał się niczym innym niż pozostałe bloki na tym osiedlu na zachodnim Manhattanie. Niektórzy rodowici nowojorczycy nazywali go żartobliwie ,,Małą Ameryką”, gdyż mieszkało w niej sporo osób, których w Nowym Jorku było przyjezdnymi. Struktura zawodowa mieszkańców bloku też była zróżnicowana, gdyż mieszkańcy pracowali w show-biznesie, byli sportowcami, ochroniarzami i wykonawcami przeróżnych zawodów. Przed blokiem stało kilka samochodów. Nie wszyscy mieszkańcy posiadali samochody, sporo z nich dojeżdżało do pracy autobusami, metrem i komu się udawało taksówką.
    W ten pod blok podjechał czarny Hammer H1 Alpha. Niektórzy z mieszkańców, także z sąsiednich bloków wyjrzeli przez okna. Rzadko widywali tutaj taki samochód. Większość mieszkańców jeśli już miała jakiś samochód, to na pewno nie terenówkę. Jeśli mieli jakieś wątpliwości co do właściciela tego samochodu, to te szybko zostały rozwiane. Z samochodu wyszło czterech mężczyzn w różnym wieku. Każdy miał przy sobie jakąś torbę, co świadczyło o tym, że dopiero się wprowadzają. Najwyższy z nich, wyglądający na dobiegającego czterdziestki, miał poważną minę. Z jego twarzy można by odczytać władczość. Drugi z przybyszów był znacznie niższy niż poprzedni wymieniony. Na twarzy miał okulary, wyglądał na zamyślonego, w drugiej ręce trzymał tablet. Mógł mieć po trzydziestce. Trzeci z nich, niski Latynos z burzą loków na głowie, wyglądał na około trzydziestki. Z jego twarzy trudno było odczytać cokolwiek. Może poza tym, że często mógł lądować w szpitalu, ale z jakiego powodu nie wiadomo. Oprócz torby miał na sobie plecak wojskowy. Ostatnim z przybyszów był wysoki blondyn z nienagannym uczesaniem. Wyglądał na około 25 lat. Widać było z jego twarzy, że jest raczej pogodną osobą. W drugiej ręce trzymał transporterek dla zwierząt. Cała czwórka stanęła przed blokiem nr 1 i chwilę się jemu przyglądała. Następnie najwyższy z mężczyzn zwrócił się do pozostałych:
    -Panowie, oto jesteśmy- mówił z nowojorskim akcentem
    -Wygląda na to, że jest tu fajnie- powiedział blondyn, sądząc po akcencie Brytyjczyk
    -To się okaże. Kowalski do kogo mamy zwrócić się o klucze- najwyższy mężczyzna zwrócił się do tego w okularach
    -Zarządczyni nazywa się Alice Daryl Ugly, mieszka na parterze w mieszkaniu nr 1
    - odpowiedział Kowalski zaglądając w tablet Samsung Galaxy Tab 7.7-616x409. Mówił
    z bostońskim akcentem
    -Dobra, idziemy- powiedział najwyższy z mężczyzn
    -Miejmy nadzieję że będą tu jakieś fajne dziewczyny- powiedział młody Brytyjczyk
    -Szeregowy, proszę cię, przynajmniej na trochę mógłbyś przestać- skarcił go najwyższy
    z mężczyzn
    -Szefie, ja tak tylko…- zaczął Szeregowy
    -Mniejsza z tym. Idziemy złożyć wizytę pani zarządczyni- powiedział Szef
    Cała czwórka ruszyła w kierunku drzwi wejściowych bloku nr 1. Przestąpili próg, odnaleźli bez problemu mieszkanie nr 1, Szef nacisnął dzwonek. Drzwi otworzyła ruda kobieta w średnim wieku, z niezbyt przyjaznym wyrazem twarzy:
    -Nie, nie chcę gadać o Bogu- odparła kobieta i już chciała zamknąć drzwi, ale Szef zatrzymał drzwi ręką i powiedział:
    -Pani, czy my wyglądamy na Świadków Jehowy?
    Spojrzała na nich. Po chwili wskazała na Szeregowego i Kowalskiego oraz powiedziała:
    -Ci dwaj tak, ale ty i ten Latynos nie
    -Co, nie jestem Świadkiem Jehowy. Jestem agnostykiem jak każdy naukowiec.- powiedział Kowalski
    -Ja, też nie jestem Świadkiem Jehowy. Jestem…- powiedział Szeregowy, ale Szef mu przerwał
    -Jesteśmy nowymi lokatorami. Pewnie panią uprzedzono o naszym przybyciu.
    Kobieta, Alice bo tak się nazywa, spojrzała w notes, który zdjęła z szafki w przedpokoju. Po chwili odezwała się.
    -Faktycznie. Jaśnie panujący właściciel budynku przysłał mi pisemko. Skipper McKenzie?
    -To ja- powiedział Szef
    -Wyglądasz jakoś mało irlandzko- powiedziała do niego Alice
    -To nieistotne- odparł Skipper
    -Eugene John Kowalski?- pytała dalej
    -To ja- powiedział Kowalski.
    -Więc ten z burzą loków musi być Ricardo Rodriguez?- pytanie kierowała do Latynosa
    -Tak.- odpowiedział krótko Latynos
    -Więc ten blondyn który wygląda jak kapitan drużyny baseballowej to zapewne Charles Alexander Williams?
    -Zgadza się, madame- odpowiedział Szeregowy
    -Och, Angol. Nie znoszę Angoli. Umiecie tylko najeżdżać nasz kraj…-zaczęła tyradę
    -Ale to nie do końca prawda. To wyglądało trochę inaczej…-Szeregowy próbował się usprawiedliwiać, ale obojgu przerwał Kowalski
    -Szeregowy, nie ma sensu spierać się o historię, zwłaszcza gdy ten ktoś jest ewidentnie niedouczony- ostatnią część zdania powiedział tak by Alice nie usłyszała
    -No to jak będzie z tymi mieszkaniami?- spytał Skipper
    -Ach tak. Wolne są mieszkania nr 6 i 20. To ostatnie nie polecam. Nikt tam długo nie zagrzewa miejsca- powiedziała Alice
    -Weźmy 6. Nie trzeba będzie iść kilka pięter w górę. Chyba że jest tu winda?- mówił Kowalski
    -Chyba sobie żartujesz. To stara kamienica. Tu nie ma windy- odburknęła Alice
    -Panowie, ja też wolałbym mieszkanie na I piętrze niż IV piętrze- oznajmił Skipper
    -Ja też- wycharczał Ricardo
    -No to ja też, skoro Szef, Kowalski i Rico się zgadzają to ja też- powiedział Szeregowy
    -No, dobrze poprosimy klucze, pani zarządczyni- powiedział Skipper
    -Proszę- podała mu klucze a następnie zatrzasnęła drzwi przed nosem
    -Urocza jak Pit Bull- stwierdził Skipper
    -Szeregowy, jej portret psychologiczny proszę- zwrócił się do niego Skipper
    -Stara panna, bez dzieci, raczej nie przepada za swoją pracą. Przypuszczalnie była najmłodsza z rodzeństwa, rodzice więcej czasu poświęcali jej starszemu rodzeństwu. Wystarczy?
    -Zdecydowanie- stwierdził Skipper
    -Idziemy na górę-zakomenderował Skipper
    Cała czwórka ruszyła po schodach, gęsiego z konieczności bo schody były wąskie. Stanęli na piętrze i rozejrzeli się. Na korytarzu nikogo nie było widać. W końcu Szeregowy powiedział:
    -To, te drzwi, Szefie
    -Dobrze- powiedział Skipper i wyciągnął klucze z kieszeni
    Otworzył drzwi i weszli do mieszkania. Mieszkanie było straszną norą.
    -Może być- powiedział Skipper
    -Może być!- zawołał Szeregowy piskliwym głosem
    -Ta nora jest mniejsza niż garderoba mojej mamy- dodał Szeregowy
    -Nie marudźcie, Szeregowy. Może być. Chłopcy wybierzcie sobie pokoje. Największy mój
    -powiedział Skipper
    -Kurde. A myślałem, że ja wezmę największy pokój- powiedział Kowalski
    -Przykro mi, Kowalski, przywilej szefa- powiedział Skipper
    -Aha, pownoście też broń z samochodu- dodał po chwili
    Chłopaki powybierali pokoje. Szeregowy wszedł do pokoju Rico gdy ten rzucił torbę na łóżko. Coś w niej za chrzęszczało. Szeregowy powiedział:
    -Proszę nie mów tylko, że w tej torbie są granaty?
    -Z zawleczką nie wybuchną- odpowiedział Rico, swoim chrapliwym głosem
    -Och, cały ty Rico- westchnął Szeregowy
    -Cały ja- odparł lakonicznie
    W ten Szeregowy pacnął się w głowę, jakby coś sobie przypomniał:
    -PJ! Przecież wciąż jest w transporterku
    Pognał do swojego pokoju i otworzył transporterek. Mały Yorkshire Terier wyszedł z transporterka, przeciągnął się i ziewnął
    -Cześć, mały jak mogłem o tobie zapomnieć?-powiedział Szeregowy
    W ciągu pół godziny chłopaki zdążyli się rozpakować, wnieść do mieszkania z samochodu swój arsenał i wziąć po kolei prysznic i przebrać się. Cała czwórka usiadła na kanapie. Skipper odezwał się pierwszy:
    -Dobra panowie, plan jest taki. Porządkami w tym mieszkaniu zajmiemy się jutro. To samo tyczy się zakupów. Trzeba będzie też odebrać nasze samochody z parkingu, a na razie proponuje żebyśmy poszli się gdzieś napić. Lokal wybiera ten który ma najbliżej urodziny. Ja mam 4 lipca, a wy, Kowalski?
    -14 marca, tego samego dnia co Einstein.- odpowiedział Kowalski
    -Nie przechwalaj się tak. Ale na razie to ty prowadzisz. Rico?- kontynuował Skipper
    -31 października- odparł Rico
    -W Halloween. Cukierek albo psikus w urodziny. Ale wciąż to Kowalski prowadzi. Szeregowy?- spojrzał na Szeregowego Skipper.
    -Ha. Przebijam Kowalskiego. Urodziłem się 14 lutego. W Walentynki.- powiedział dumnie młody
    -I tym sposobem młody wygrywa. Więc to ty wybierasz lokal.-powiedział Skipper
    -Super. Słyszałem, że w tej okolicy jest klub ,,Lemur”, podobno bardzo modny. Och, wiem że kluby to nie pana klimaty, ale przecież wygrałem. To jak będzie szefie?- ostatnie zdanie powiedział i promiennie się uśmiechnął
    -No, dobra. Dotrzymuję słowa. Idziemy do ,,Lemura”. – powiedział Skipper
    Powstali z kanapy. Skipper spojrzał na podwładnych. Był surowy dla nich, ale oddał by za nich życie. Wiedział że oni też. Już raz stracił dwóch podwładnych. George Benjamin Manfredi i James Daniel ,,Jim” Johnson. Byli jego podkomendnymi lata temu. Kowalski
    i Rico też zdążyli ich poznać. Szeregowy przyszedł na ich miejsce. Manfredi był znakomitym zwiadowcą, a Johnson świetnym snajperem. Przypomniał sobie dzień w którym ich poznał. Generał Horatio Stevenson wezwał go do siebie. Skipper zapytał go:
    -Wzywał mnie pan generał, o co chodzi?
    -Chciałem panu gratulować awansu na stopień kapitana- odpowiedział generał
    -Dziękuje generale- odpowiedział Skipper
    -To nie wszystko, kapitanie- mówił dalej generał
    -A, co takiego?- spytał Skipper
    -Otóż, w związku z pana awansem, zaistniała możliwość poprowadzenia przez pana własnego oddziału. Będzie pan w końcu dowódcą- oznajmił generał
    -To, fantastyczna wiadomość- ucieszył się Skipper
    -Na początek dam panu tylko dwóch. Ale za to doświadczonych. Jeden z nich jest zwiadowcą, a drugi snajperem. Jak pan się sprawdzi w roli dowódcy dostanie pan więcej podkomendnych
    -wyłożył rzeczowo generał
    -Nie zawiodę pana, generale- przysiągł Skipper
    -Na to liczę- powiedział generał i podniósł słuchawkę od telefonu
    -Niech wejdą- powiedział przez słuchawkę
    Po chwili do biura generała weszło dwóch ubranych w moro żołnierzy. Jednym z nich był wysoki czarnoskóry, a drugim niższy od niego blondyn. Obaj stanęli na baczność. Generał powiedział Skipperowi:
    -Teraz są pana
    Skipper stał ze krzesła i zwrócił się wpierw do czarnoskórego mężczyzny:
    -Jak się nazywacie, żołnierzu?
    - Porucznik James Daniel Johnson, sir- odpowiedział żołnierz
    -Jesteście snajperem czy zwiadowcą, żołnierzu- spytał Skipper
    -Snajperem, dowódco-odpowiedział Johnson
    -A, wy musicie być zwiadowcą, prawda?- zwrócił się do drugiego żołnierza
    -Tak, sir. Podporucznik George Benjamin Manfredi- odpowiedział salutując
    -Dobrze. Podobają mi się generale. Mam nadzieje, że będzie mi się z nimi dobrze pracować
    -zwrócił się do generała
    Tak też było. Manfredi i Johnson służyli przez kilka lat razem ze Skipperem. Dopóki nie polegli w dżungli w Nikaragui.
    Skipper i jego oddział przeszli kilka metrów i ujrzeli szyld z nazwą klubu ,,Lemur”.Przed klubem stały dwa samochody. Jednym z nich był sportowy, czarny Koenigsegg CC Edition z czerwonym podwoziem, drugi to srebrny Mercedes Benz-c-class Podeszli bliżej. Nagle zobaczyli dwóch mężczyzn w kurtkach z napisem ochrona. Leżeli na ziemi, wyglądali jakby ktoś im dołożył, byli nieprzytomni. Skipper spojrzał na swoich podwładnych porozumiewawczo, a następnie powiedział:
    -Panowie, zabawa musi poczekać. Wygląda na to, że mamy robotę. Kowalski sprawdzicie czy ochroniarze żyją
    Kowalski pochylił się i zaczął sprawdzać puls u obu ochroniarzy. Po chwili stwierdził.
    -Obaj żyją szefie.
    -Dobra trzeba zobaczyć kto ich tak urządził. Coś czuje że sprawcy są w pobliżu. Idziemy.
    Chłopaki weszli w głąb klubu. O tej godzinie nie było zbyt wiele osób. Głównie obsługa klubu. Wszyscy wyglądali na przerażonych. Zwrócili też uwagę na wchodzących chłopaków.
    Szeregowy odezwał się:
    -Nie tak sobie wyobrażałem najmodniejszy klub w tej części miasta
    -Widocznie coś musiało się tu stać- powiedział Kowalski
    Po chwili usłyszeli krzyki z jakiegoś pomieszczenia. Skipper powiedział do podwładnych:
    -Idziemy tam
    Przeszli przez klub, doszli do drzwi zza których dobiegały odgłosy. Jakiś mężczyzna mówiący z meksykańskim akcentem najwyraźniej komuś groził:
    -Albo płacisz haracz, albo moja maczeta ubrudzi się w twojej krwi. Rozumiesz, King?
    -A nie można by tak obniżyć wysokość tego haraczu?- mówił mężczyzna z akcentem
    z Nevady
    -Julian, zamknij się- skarcił poprzednika mężczyzna z południowym akcentem
    -Och, Maurice na pewno panowie chcą się jakoś dogadać z nami- powiedział Julian
    -Nie sądzę- odparł Maurice
    Odezwał się Meksykanin:
    -To jednak prawda King, co o tobie mówią. Jesteś zwyczajnie głupi.
    -O, wypraszam sobie. Ja nie jestem głupi, ja jestem wielkim artystą- powiedział Julian
    -Julian, teraz to oni nas wykończą- powiedział Maurice
    -O, masz rację. Zrobimy to- powiedział bandyta
    W tym momencie Skipper dał znać swoim ludziom. Wiedzieli że muszą wkroczyć do akcji. Rico wziął buty z kopa, a cały oddział błyskawicznie wyciągnął broń. Gdy wpadli do środka piątka Latynos i dwoje Afroamerykanów spojrzeli na nich. Jeden z ciemnoskórych mężczyzn, wyglądający na około trzydziestu lat, miał na głowie dredy, workowate spodnie na nogach
    i bluzę kangurkę z kapturem na sobie oraz okulary przeciwsłoneczne Aviator Lustrzanki 0360. Drugi z ciemnoskórych mężczyzn wyglądający jakby miał już po czterdziestce, był na krótko ścięty, gdzieniegdzie miał zarost na twarzy, ubrany był w garnitur i czarny krawat. Co do piątki Latynosów, jeden z nich wyglądał szczególnie groźnie, miał wygląd zakapiora, w ręce trzymał maczetę, miał dość długie włosy, był wysoki i umięśniony. Pozostali nie wyróżniali się niczym szczególnym, byli ogoleni na łyso lub na jeża. Mężczyzna w dredach zwrócił się do nich:
    -Zniszczyliście drzwi
    -Jesteście z policji?- spytał mężczyzna w garniturze z nadzieją w głosie
    -Skąd. Wyglądamy na policjantów? Jesteśmy z wojska- odparł Skipper
    -Co to ma być- wściekał się Latynos z maczetą
    -Psujecie nam interesy- dodał po chwili
    -Wiecie kim jesteśmy. Jestem Rat Royalez, a to moi ludzie, jesteśmy gangiem Szczurów
    - ciągnął mężczyzna z maczetą
    -A, fe szczury są brudne, roznoszą dżumę, tyfus i syfilis- powiedział mężczyzna w dredach
    -Chyba wściekliznę- powiedział mężczyzna w garniturze
    Rozmowę przerwał Rico.
    -Fajna maczeta- Rico zwrócił się do gościa z maczetą
    -Nooo, dzięki- odpowiedział mu
    -Chcę taką-powiedział Rico do Skippera
    -Jak będzie po wszystkim możesz sobie wziąć maczetę tego gostka- powiedział Skipper
    -O.K.- powiedział Rico
    -Mam dosyć tego rozwalcie tych czterech buraków i tych dwóch pajacy- Rat wskazał na oddział Skippera oraz dwóch czarnoskórych mężczyzn
    -Nie jestem pajacem, jestem królem muzyki- powiedział mężczyzna w dredach. Jego towarzysz w garniturze złapał się za głowę
    -Panowie, zlać tych bandziorów- krzyknął Skipper
    Już miała dojść do walki, gdy mężczyzna w dredach, krzyknął do wszystkich: ,,Stop”. Następnie wyciągnął pilot, nacisnął przycisk, z głośników zaczął lecieć utwór ,,Eye of the tiger”. Skipper rzucił tylko: ,,Stare, ale może być”. Rozgorzała się bitwa pomiędzy oddziałem Skippera i piątką Latynosów. Mężczyzna w garniturze schował się pod biurkiem, jego towarzysz w dredach stał na biurku i obserwował walkę z radością na twarzy. Mężczyzna w garniturze wyjrzał zza biurka i wciągnął kolegę w dredach za biurko. Rzucił mu karcące spojrzenie i powiedział:
    -Julian, zwariowałeś do reszty. Teraz jest tu niebezpiecznie
    -Spokojnie Maurice, chciałem sobie tylko pooglądać walkę- powiedział Julian
    -To sobie włącz telewizor. Komu ty właściwie kibicujesz, tym co przyszli tu wcześniej, czy tym drugim?-spytał Maurice
    -Nieważne komu, fajna walka, są nieźli- odparł Julian
    -No, tu się muszę zgodzić- powiedział Maurice
    Po chwili walka się skończyła. Bandyci leżeli pokonani i zwijali się z bólu. Skipper i Rico podeszli do Royaleza. Rico pochylił się i powiedział:
    -Fajna maczeta. A teraz jest moja.- po czym wyciągnął maczetę z ręki bandycie
    -Moja maczeta- jęknął zbir
    Skipper przystawił spluwę Smith and Wesson Sigma do skroni bandyty i powiedział:
    -Każ swoim ludziom wynosić. A Jeśli was tutaj jeszcze raz zobaczymy, każdy z was dostanie po kuleczce
    -Ja też, ja też, też chcę kuleczkę- zawołał Julian
    -Innym razem, jeszcze nie wkurzyłeś mnie dostatecznie. A, co do was, każ swoimi ludziom się stąd wynosić- Skipper powtórzył swoje ponaglenie do Royaleza
    -Słyszeliście, spieprzajcie stąd bo ten skurwiel rozpieprzy łeb…- zawołał Royalez do swoich ludzi. Nie skończył mówić, bo Skipper walnął go kolbą od pistoletu i powiedział:
    -Ty, nie obrażasz mojej matki, ja nie będę obrażać twojej. Moja matka to porządna kobieta, więc jej nie obrażaj
    W tym czasie ludzie Royaleza opuścili klub. Chłopaki poczekali chwilę aż Szczury się oddalą. Kiedy się upewnili, że ludzie Royaleza się oddalili, Skipper kazał rozbroić Royaleza, a kiedy Rico już to zrobił, Skipper powiedział do Royaleza:
    -A, teraz ty spadaj
    Royalez wyniósł się z klubu. Skipper powiedział:
    -No i po sprawie.
    -Kim, wy jesteście?- spytał Maurice
    -Tak, jak mówiłem jesteśmy z wojska. Nasz oddział nazywa się Pingwiny- powiedział Skipper
    -Nigdy nie słyszałem o takim oddziale- powiedział Maurice
    -Nie jesteśmy zbyt dużym oddziałem. Nasza liczebność waha się do 150 osób. Działamy
    w małym grupach. Przeważnie zwalczamy terroryzm. – wyłożył rzeczowo Kowalski
    -Pozwólcie, że przedstawię siebie i swoich ludzi. Jestem Skipper Jefferson McKenzie Jr, szef tego interesu…
    -Nie, nie, to ja jestem szefem tego interesu. To mój klub- powiedział Julian
    -Źle mnie zrozumiałeś, jestem szefem tego oddziału. Ten blondyn to Charles Alexander Williams III, my mówimy na niego Szeregowy- mówił dalej Skipper
    Julian zwrócił się do Szeregowego:
    -Ładniutki jesteś chciałbyś pracować jako striptizer, można by tutaj postawić specjalnie rury, miałbyś wzięcie wśród klientek…
    -Nic z tego on pracuje z nami. To nasz zwiadowca i snajper oraz psycholog
    – przerwał Julianowi Skipper
    -Ech, szkoda- westchnął Julian
    -Ten w okularach to Eugene John Kowalski- przedstawił Kowalskiego Skipper
    -Po prostu ,,Kowalski”- odezwał się Kowalski
    -He, he on nazywa się Eugene- zaśmiał się Julian
    -Bardzo śmieszne- burknął Kowalski
    -A ten Latynos z burzą loków na głowie to Ricardo Rodriguez, ale wszyscy mówimy na niego Rico- przedstawił ostatniego członka oddziału Skipper
    -Cześć- rzucił krótko Rico, wpatrując się w nowo nabytą maczetą
    -A, ja jestem Julian Washington King III, właściciel tego klubu, didżej oraz wodzirej, jestem tu panem wszystkiego, jestem królem muzyki i tańca…
    -Wystarczy Julian, załapali już. Jestem Maurice Lincoln Walters, jestem tu menadżerem, radcą prawnym i księgowym. Ogólnie odwalam za niego całą robotę papierkową, bo jemu się tego nie chce robić
    -Miło was poznać- powiedział Szeregowy
    -Dobrze, ale pozostaje kwestia, że zniszczyliście drzwi i krzesło, kiedy ten wasz Nico…- mówił Julian
    -Rico- poprawili go Skipper, Kowalski i Szeregowy
    -…nieważne, walnął krzesłem dwóch bandytów- dokończył Julian
    -Przyślijcie, fakturę na nasz adres- powiedział Skipper
    -A gdzie mieszkacie?- spytał Maurice
    -Ulica Benjamina Franklina 1, mieszkanie 6- wyrecytował Kowalski
    -Żartujesz? My też mieszkamy w bloku nr 1 przy ulicy Franklina w mieszkaniu nr 8
    -powiedział Maurice
    -To super! To znaczy, że będziemy sąsiadami- zawołał radośnie Julian
    W tym momencie każdy z oddziału Pingwinów pomyślał co innego. Skipper pomyślał: ,,No, nie będę musiał znosić tego głupka, Juliana na co dzień”. Szeregowy pomyślał: ,,Super, może dostaniemy zniżki na ten klub”. Kowalski pomyślał: ,, Nie jest tak, źle ten Maurice wygląda na całkiem rozsądnego”. Rico pomyślał: ,,Fajna maczeta, fajna”. Po chwili Maurice powiedział:
    -No, dobrze fakturę wyślemy później. Dzisiaj możecie pić drinki za darmo przez cały wieczór. A teraz trzeba iść otworzyć klub.
    -Nie idziemy dać czadu- powiedział Julian
    -Ty idziesz dać, ja idę policzyć zyski- powiedział Maurice
    -Ochroniarze leżą przed klubem- zmartwił się Szeregowy
    -Ach Bolo i Lolo, oni lubią sobie poleżeć- powiedział Julian
    W tym momencie do biura weszło dwóch ochroniarzy którzy leżeli przed klubem. Jeden z nich, ten wyższy trzymał w ręku butelkę wódki Sobieski, a ten niższy trzymał nóżkę od krzesła. Julian zwrócił się do niższego:
    -Co, wy zakapiory macie z rozwalaniem krzeseł- spojrzał na Rico
    -Fajna maczeta, fajna- powtarzał Rico
    -A, on co. Już mówiłeś, że jest fajna- powiedział Julian
    -On cię teraz nie słyszy. Jest w swoim świecie- powiedział Kowalski
    -A, on jest walnięty. Masz wizytówka do mojego terapeuty- powiedział Julian i podał wizytówkę
    -O, dzięki- powiedział Rico, wziął wizytówkę, wyciągnął z kieszeni portfel, w którym miał
    5-cio cm plik wizytówek
    -A, to co- spytał Julian
    -Zbieram- odpowiedział Rico
    -No, cóż fajnie, że masz jakieś hobby- powiedział Julian
    -Zbieram też mandaty za prędkość- powiedział Rico
    -O, porównamy swoje kolekcje. Tylko Maurice zabiera i coś z nimi robi.
    -Jak to co płacę. I oddaję ci przecież kopię- powiedział Maurice
    -Rico, powiedzcie że wasze mandaty to też tylko kopie?- spytał Skipper
    -W większości- powiedział Rico
    -Rico- powiedział władczym tonem Skipper
    -Żartowałem- powiedział Rico
    -Bolo, czy ty pijesz w pracy- powiedział Julian
    -Ale, szefie ta butelka jest pusta- powiedział Bolo
    -No właśnie, jest pusta. A dlaczego?- drążył Julian
    -Mogę się poddać badaniu alkomatem- zadeklarował się Bolo
    Maurice wtrącił się do rozmowy:
    -Nie trzeba. Idźcie się ogarnijcie, a później otwórzcie klub. Aha Bolo, Lolo to są nasi sąsiedzi, przywitajcie się. Są wojskowymi i przygonili Szczury
    -Wielkie dzięki. Jest Bolo Gorilla, a to mój brat Lolo. Mieszkamy na parterze pod 4.
    -Tak, blisko Alice, nie zazdroszczę. Jestem Charles, ale mówią mi Szeregowy.
    -Cześć- odpowiedzieli bracia
    -Ja jestem Skipper McKenzie, dowódca oddziału, ten w okularach to Kowalski, a ten z maczetą to Rico
    -Cześć. – przywitali się bracia
    Czy taką maczetę nie miał Royalez?- spytał Lolo
    -Rico mu, ją zabrał gdy spuściliśmy im lanie- powiedział Kowalski
    - A to ci dopiero. Nieźle tak trzymać- mówili obaj bracia
    Po chwili wszyscy się rozeszli. Bolo i Lolo poszli odtworzyć klub, Julian na stanowisko didżejskie, Maurice pozostał w biurze wypełniając papiery, a chłopaki podeszli do baru. Po kilku godzinach wrócili do domu. Skipper powiedział:
    - Zamówmy pizzę
    -Popieram- powiedzieli jednocześnie Kowalski i Szeregowy
    Czekali jakiś czas czekając na pizzę, którą zamówili nie mając nic w lodówce. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Rico powiedział:
    -Pizza!
    -Albo ten głąb Julian się za nami przywlókł. Pójdę otworzyć- powiedział Skipper
    -Pizza- rzucił tęsknie Rico
    -Cierpliwości Rico- powiedział Skipper
    Rico zrobił smutną minę i oczy Cocker Spaniela. Skipper powiedział:
    -Nie działa to na mnie- i poszedł otworzyć drzwi
    Lecz w drzwiach nie stał ani Julian, ani dostawca pizzy. W drzwiach stała niska, śliczna brunetka o piwnych oczach i wysportowanej figurze. Była ubrana w niebeski dres marki Puma, w ręku trzymała talerzyk z ciastkami owsianymi.
    -To nie pizza- powiedział z zawodem Rico
    -Część, chłopaki- powiedziała dziewczyna
    -Cześć- odpowiedzieli razem Skipper, Szeregowy i Kowalski. Ci dwaj ostatni podeszli do drzwi
    -Jestem Marlenka Otter, jestem waszą sąsiadką. Pomyślałam, że jesteście głodni, więc przyniosłam wam ciasteczka owsiane. Własnej roboty, są pyszne i zdrowe.
    -Dziękujemy, Marlenko to bardzo miło z twojej strony-powiedział Skipper, częstując się ciastkiem owsianym, nie chcąc sprawiać jej przykrości, bowiem nie znosił ciasteczek owsianych
    -Ja dziękuje nie znoszę ciastek owsianych- powiedział wprost Kowalski
    -Kowalski!- zganił go Skipper
    -To, nie było miłe Kowalski- powiedział Szeregowy
    -Ja, też się chętnie poczęstuję- powiedział Szeregowy, biorąc trzy ciastka naraz. Skipper rzucił mu karcące spojrzenie. Szeregowy wzruszył ramionami i powiedział:
    -No, co jestem głodny, a w lodówce nic nie ma.
    -Dawaj, to- powiedział Rico wyrywając dziewczynie talerz z rąk.
    -Przepraszam cię za niego, on jest trochę nieokrzesany- powiedział Skipper patrząc na podwładnego z niesmakiem, kiedy ten wpychał cztery ciastka naraz do ust
    -Przepraszam też za Kowalskiego. Mówi co ślina mu na język przyniesie, ale w gruncie rzeczy to dobry chłop. Ja jestem Skipper Jefferson McKenzie Jr, a to są: Eugene John Kowalski…
    -Mów mi, Kowalski- wtrącił strateg
    -…ten ślicznotek to Charles Alexander Williams III, mówimy na niego Szeregowy, bo swoją drogą jesteśmy wojskowymi…
    -Witaj, mademoiselle- powiedział dwornie Szeregowy, całując Marlenkę w rękę, za co zarobił karcące spojrzenie od Skippera. Zerknął najpierw na Marlenka, a później a swego dowódcę
    i uśmiechnął się przebiegle, jakby coś zrozumiał.
    -A ten nieokrzesany psychopata to Ricardo Emanuel Rodriguez, ale mówimy mu Rico- skończył przedstawiać chłopaków Skipper
    -Się masz-rzucił Rico
    -Może wejdziesz-zaproponował Skipper
    -Tylko pod warunkiem, że obiecasz, że Rico mnie nie zje-powiedziała pół żartem Marlenka, patrząc na Rico, który właśnie kończył pochłaniać ostatnie ciastko
    -Tylko jeśli jesteś pizzą- powiedział Rico
    -Rico, zachowuj się-skarcił go Skipper
    -Wejdź, proszę. Szeregowy zrób kawę.- powiedział Skipper
    -Mamy tylko herbatę- odparł z uśmiechem zadowolenia Szeregowy
    Skipper spojrzał na Marlenkę. Ta odpowiedziała:
    -Może być- po czym weszła do środka
    -Nienawidzę herbaty- zrzędził Kowalski
    -Może pójdę po swoją kawę- zaproponowała Marlenka
    -Ależ nie trzeba. Kowalski obejdzie się bez kawy. Młody, co ty tu jeszcze robisz. Śmigaj do kuchni- zakomenderował Skipper
    -Tak, jest szefie-odparł Szeregowy i odmaszerował do kuchni
    Skipper i Marlenka usiedli na kanapie w salonie, Kowalski usiadł nadąsany na fotelu obok, drugi fotel zajął Rico, głaszcząc maczetę i szepcząc pieszczotliwym tonem do niej. Marlenka spojrzała na niego później na Skippera. Ten uśmiechnął się i powiedział:
    -Spokojnie, on nie ugryzie kiedy mu nie pozwolę
    -Może być herbata z mlekiem i cukrem- krzyknął z kuchni Szeregowy
    Skipper spojrzał na Marlenkę. Ta wzruszyła ramionami. Skipper odkrzyknął Szeregowemu:
    -Wszystko jedno, młody
    -Nie cierpię mleka wymamrotał Kowalski
    -Nie zwracaj na niego uwagi. Jak jest głodny, robi się marudny jak każdy Polak- powiedział Skipper
    -Piękna maczeta-powiedział Rico
    Zadzwonił dzwonek do drzwi, tym razem to była pizza.
    -Pizza!!!!- krzyknął Rico i pognał do drzwi
    I tak oddział Pingwinów spędził swój pierwszy wieczór w kamienicy nr 1, jedząc pizzę i prowadząc wesołą rozmowę z Marlenką. Po zjedzeniu nawet naburmuszony Kowalski wyluzował.
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Opowiadania humanizacja PzM

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sob Paź 15, 2016 7:40 pm

    Fajne. Szczególnie twoja wersja Alice przypadła mi do gustu.
    Kowalski świadkiem Jehowy. Śmiejem...


    _________________

    Fan PzM 1/2

    Liczba postów : 12
    Reputacja : 0
    Join date : 08/10/2016
    Age : 32
    Skąd : Gliwice

    Re: Opowiadania humanizacja PzM

    Pisanie by Fan PzM 1/2 on Nie Paź 16, 2016 5:18 pm

    Cieszę się, że komuś to się podoba. Pewnie zauważyliście brak Morta w pierwszym opowiadaniu, ale bez obaw pojawi się w następnym opowiadaniu, tak samo z resztą parę innych postaci zadebiutuje w opowiadaniach, niektóry z nich nie będą miały odpowiednika w oryginale. Jeśli ktoś jest zainteresowany całą serią opowiadań, to mogę jeszcze wstawić dokument pt: "O uniwersum Humanizacji PzM" a także info o postaciach (na razie tych mających swoich odpowiedników). To na razie wszystko, w razie wątpliwości pytajcie, chętnie odpowiem.

    Pozdrawiam,
    Mariusz
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Opowiadania humanizacja PzM

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Czw Paź 27, 2016 11:57 am

    Dodaj, dodaj to uniwersum i informacje o postaciach też bo bardzo jestem ciekawa twojej wizji.


    _________________

    Sponsored content

    Re: Opowiadania humanizacja PzM

    Pisanie by Sponsored content

      Similar topics

      -

      Obecny czas to Nie Gru 17, 2017 6:39 pm