Polskie forum fanów serialu ,,Pingwiny z Madagaskaru - dołącz do naszej społeczności już dziś!


    Historia Skippera

    Share
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pią Maj 20, 2016 1:24 pm

    To właściwie to samo co historia Kowalskiego, ale tu tworzymy opowiadanie o Skipperze. Zasady te same.
    No bo... nie chcę żeby wyszedł na takiego co się tylko nad Kowalskim znęca i niszczy mu życie.

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Wto Maj 24, 2016 1:43 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Wto Maj 24, 2016 3:33 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Wto Maj 24, 2016 3:40 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Wto Maj 24, 2016 4:41 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Maj 27, 2016 4:14 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pią Maj 27, 2016 4:39 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Maj 27, 2016 5:09 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pią Maj 27, 2016 5:22 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Maj 27, 2016 5:32 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pią Maj 27, 2016 5:34 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Maj 27, 2016 6:44 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Isia on Pią Maj 27, 2016 8:42 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sob Maj 28, 2016 11:17 am

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Sob Maj 28, 2016 10:05 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Nie Maj 29, 2016 3:28 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Pon Cze 06, 2016 3:17 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pon Cze 06, 2016 4:24 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Wto Cze 07, 2016 3:22 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.
    Kowalski spojrzał na niego, był ledwo żywy.
    - Szefie, nie wiem czy dam radę polecieć. Czuję się okropnie - rzekł, ocierając swój dziobek chusteczką.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Wto Cze 07, 2016 5:57 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.
    Kowalski spojrzał na niego, był ledwo żywy.
    - Szefie, nie wiem czy dam radę polecieć. Czuję się okropnie - rzekł, ocierając swój dziobek chusteczką.
    - Nie gadaj, tylko siadaj na miejsce! - nakazał Skipper. - Na statku jest zapas papierowych torebek, więc możesz rzygać i do samego księżyca. - Kowalski posłał mu mordercze spojrzenie, ale już bez gadania usiadł za sterami.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Cze 08, 2016 6:00 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.
    Kowalski spojrzał na niego, był ledwo żywy.
    - Szefie, nie wiem czy dam radę polecieć. Czuję się okropnie - rzekł, ocierając swój dziobek chusteczką.
    - Nie gadaj, tylko siadaj na miejsce! - nakazał Skipper. - Na statku jest zapas papierowych torebek, więc możesz rzygać i do samego księżyca. - Kowalski posłał mu mordercze spojrzenie, ale już bez gadania usiadł za sterami.
    Kowalskiemu wydawało się, że torebek nie starczy aż na tyle. Skipper patrzył niecierpliwie na Naukowca, żeby w końcu się ruszył. Nie mógł się doczekać, aż znajdą się na księżycu.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Cze 08, 2016 8:00 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.
    Kowalski spojrzał na niego, był ledwo żywy.
    - Szefie, nie wiem czy dam radę polecieć. Czuję się okropnie - rzekł, ocierając swój dziobek chusteczką.
    - Nie gadaj, tylko siadaj na miejsce! - nakazał Skipper. - Na statku jest zapas papierowych torebek, więc możesz rzygać i do samego księżyca. - Kowalski posłał mu mordercze spojrzenie, ale już bez gadania usiadł za sterami.
    Kowalskiemu wydawało się, że torebek nie starczy aż na tyle. Skipper patrzył niecierpliwie na Naukowca, żeby w końcu się ruszył. Nie mógł się doczekać, aż znajdą się na księżycu.
    - No dobrze... - szepnął Kowalski, wciskając kilka guzików. Zapiął pas. - Zaczynam odliczanie. Pięć... - Skipper również zapiął pas. - Cztery... - Kowalski pociągnął do siebie jedną z dźwigni. - Trzy... - W kabinie wyczuwało się niemal namacalne skupienie. - Dwa... - rakietą zatrzęsło. - Jeden... Zapłon. - statek kosmiczny wystartował.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Isia on Sob Cze 11, 2016 1:46 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.
    Kowalski spojrzał na niego, był ledwo żywy.
    - Szefie, nie wiem czy dam radę polecieć. Czuję się okropnie - rzekł, ocierając swój dziobek chusteczką.
    - Nie gadaj, tylko siadaj na miejsce! - nakazał Skipper. - Na statku jest zapas papierowych torebek, więc możesz rzygać i do samego księżyca. - Kowalski posłał mu mordercze spojrzenie, ale już bez gadania usiadł za sterami.
    Kowalskiemu wydawało się, że torebek nie starczy aż na tyle. Skipper patrzył niecierpliwie na Naukowca, żeby w końcu się ruszył. Nie mógł się doczekać, aż znajdą się na księżycu.
    - No dobrze... - szepnął Kowalski, wciskając kilka guzików. Zapiął pas. - Zaczynam odliczanie. Pięć... - Skipper również zapiął pas. - Cztery... - Kowalski pociągnął do siebie jedną z dźwigni. - Trzy... - W kabinie wyczuwało się niemal namacalne skupienie. - Dwa... - rakietą zatrzęsło. - Jeden... Zapłon. - statek kosmiczny wystartował. Rico zabełkotał z radością.
    -Panowie, pierwszą pingwinią misję w kosmos, uważam za rozpoczętą-oznajmił Skipper.
    Kowalski jedynie skinął głową, przyciskając chusteczkę do dzioba.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 922
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sob Cze 11, 2016 6:09 pm

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.
    Kowalski spojrzał na niego, był ledwo żywy.
    - Szefie, nie wiem czy dam radę polecieć. Czuję się okropnie - rzekł, ocierając swój dziobek chusteczką.
    - Nie gadaj, tylko siadaj na miejsce! - nakazał Skipper. - Na statku jest zapas papierowych torebek, więc możesz rzygać i do samego księżyca. - Kowalski posłał mu mordercze spojrzenie, ale już bez gadania usiadł za sterami.
    Kowalskiemu wydawało się, że torebek nie starczy aż na tyle. Skipper patrzył niecierpliwie na Naukowca, żeby w końcu się ruszył. Nie mógł się doczekać, aż znajdą się na księżycu.
    - No dobrze... - szepnął Kowalski, wciskając kilka guzików. Zapiął pas. - Zaczynam odliczanie. Pięć... - Skipper również zapiął pas. - Cztery... - Kowalski pociągnął do siebie jedną z dźwigni. - Trzy... - W kabinie wyczuwało się niemal namacalne skupienie. - Dwa... - rakietą zatrzęsło. - Jeden... Zapłon. - statek kosmiczny wystartował. Rico zabełkotał z radością.
    -Panowie, pierwszą pingwinią misję w kosmos, uważam za rozpoczętą-oznajmił Skipper.
    Kowalski jedynie skinął głową, przyciskając chusteczkę do dzioba. Skipper z zachwytem wyjrzał przez okno, patrząc na oddalający się Nowy Jork.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 843
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Cze 15, 2016 10:53 am

    Skipper z całkowitym spokojem patrzył na nowiutką rakietę. Pingwiny nie wiedziały co się dzieje, a on na razie nie mógł im powiedzieć, ze zostali wybrani do misji kosmicznej wysokiej rangi. Zachichotał cicho oglądając dokładnie przedmiot i delikatnie przejeżdżając po nim skrzydłem.
    - Piękna jest... - wyszeptał, a jego oczy prawie wyszły wręcz z orbit.
    Rico wycharczał coś i ruszył do dotknięcia rakiety, ale Szef mu nie pozwolił. Od razu został uderzony w skrzydło. Rozkojarzony dowódca znowu spojrzał na połyskujący bielą metal, na srebrzysty czubek i zautomatyzowane wejście do kabiny.
    - Panowie... - odezwał się. - Rząd federalny Stanów Zjednoczonych przekazał nam misję rangi kosmicznej. Dziś po południu wyruszamy z misją... <dramatyczna pauza> na Księżyc.
    Chłopcy popatrzyli się na siebie zdziwieni. Rico przewrócił oczyma, wyrzygując bombę. Wolał ''ka-boomowanie'' niż jakieś misje, który są... na księżycu. Skipper zabrał mu rzecz i wyrzucił na dwór, gdzie następnie rozległ się huk.
    - Na księżyc? - zdziwił się najmłodszy z oddziału.
    - Tak jest Szeregowy, właśnie na Księżyc. A teraz proszę mi wracać do swoich obowiązków. A do statku kosmicznego nawet się nie zbliżać. - Powiedziawszy to wyszedł na dwór. Reszta załogi spojrzała na siebie.
    - Ja nie lecę na żaden Księżyc - oznajmił najmłodszy z nich - miałem jechać przecież do wujka na dwa miesiące!
    - Sprzeciwisz się? - spytał Kowalski. - Szef ci powie, że to niesubordynacja. Poza tym do wujka możesz pojechać kiedy indziej.
    - Ale wujek ma urodziny! Szef ostatnio, dwa lata temu i trzy też mnie nie puścił. A słyszałem, że wujek jest bardzo chory. Muszę do niego jechać. - Szeregowy od razu zabrał się do pakowania swoich rzeczy, kiedy skończył, wtulił się w jednorożca.
    - Ja rozumiem. - Kowalski położył skrzydła na ramionach Szeregowego. - Ale służba nie drużba. Do wujka pojedziesz kiedy to wszystko się już skończy, ok?
    - Nie. Wcale nie ok. Szef i tak mnie nie puści.
    - Puści cię, już moja w tym głowa. - Kowalski mrugnął porozumiewawczo. - Rozpakuj się i przestań się wygłupiać.
    Szeregowy pokręcił przecząco głową. Nawet, gdyby Skipper siłą by go zmusił siłą żeby został... to mu się nie uda.
    - Szeregowy! Do mnie! - pingwiny usłyszały Skippera, wołającego z sąsiedniego pomieszczenia. Szeregowy wyraźnie zbladł, ale posłusznie poszedł do Szefa.
    Chwilę potem był z powrotem, trzymając w skrzydłach kawałek papieru.
    - Nie uwierzycie. - powiedział. - Szef dał mi przepustkę. Powiedział, że we trójkę lepiej sobie poradzicie w kosmosie.
    Kowalski o mało nie zakrztusił się swoją śliną, był wściekły, że Szef zawsze ulega Młodemu, a im to już nie, oni muszą odwalać całą robotę. Chociaż po pewnym czasie, stwierdził że czasami oddział lepiej radzi sobie bez Szeregowego niż z nim...
    - Dlaczego teraz?! - wrzasnął. - Przecież...
    - Kowalski, chodź na słówko. - poprosił Skipper, wyglądając z pomieszczenia obok. Naukowiec posłusznie poszedł do dowódcy. - Obaj wiemy, że bez młodego poradzimy sobie lepiej, prawda? - odezwał się Skipper. Kowalski kiwnął głową.
    - Szef... słyszał co mówiłem? - tym razem to dowódca potaknął.
    - Nie bądźcie zazdrośni. Jak już wrócimy z kosmosu to urządzimy sobie długie wakacje. Kowalski zachichotał i zaklaskał w skrzydełka zadowolony. Miał już milion pomysłów, co będzie robił we wakacje. A Szeregowy z tego, że miał wolne, będzie dla nich robił wszystko.
    _____
    Na dworze zaczynało się ściemniać i nadchodził najwyższy czas, żeby wylecieć w kosmos.
    - Rico - odezwał się dowódca. - Masz jakieś skafandry? - psychopata energicznie pokiwał głową i zwymiotował to o co prosił go Szef. Skipperowi zaświeciły się oczka.
    - Nie wiem jak wam, mi już jest niedobrze... - rzekł blady Kowalski, zaraz potem zaczął wymiotować.
    - Oj cicho, Kowalski... - rzekł cicho Skipper, nadal patrząc na skafandry. Powoli włożył swój. Na dziobie pojawił mu się szeroki uśmiech. Podwładni zrobili to samo.
    - Panowie, za chwilę wsiądziemy do rakiety, po to, żeby za parę dni znaleźć się na księżycu. - powiedział Skipper. - Proszę na swoje miejsca. Kowalski, obejmujecie stanowisko pierwszego pilota.
    Kowalski spojrzał na niego, był ledwo żywy.
    - Szefie, nie wiem czy dam radę polecieć. Czuję się okropnie - rzekł, ocierając swój dziobek chusteczką.
    - Nie gadaj, tylko siadaj na miejsce! - nakazał Skipper. - Na statku jest zapas papierowych torebek, więc możesz rzygać i do samego księżyca. - Kowalski posłał mu mordercze spojrzenie, ale już bez gadania usiadł za sterami.
    Kowalskiemu wydawało się, że torebek nie starczy aż na tyle. Skipper patrzył niecierpliwie na Naukowca, żeby w końcu się ruszył. Nie mógł się doczekać, aż znajdą się na księżycu.
    - No dobrze... - szepnął Kowalski, wciskając kilka guzików. Zapiął pas. - Zaczynam odliczanie. Pięć... - Skipper również zapiął pas. - Cztery... - Kowalski pociągnął do siebie jedną z dźwigni. - Trzy... - W kabinie wyczuwało się niemal namacalne skupienie. - Dwa... - rakietą zatrzęsło. - Jeden... Zapłon. - statek kosmiczny wystartował. Rico zabełkotał z radością.
    -Panowie, pierwszą pingwinią misję w kosmos, uważam za rozpoczętą-oznajmił Skipper.
    Kowalski jedynie skinął głową, przyciskając chusteczkę do dzioba. Skipper z zachwytem wyjrzał przez okno, patrząc na oddalający się Nowy Jork. - Ach, będę tęsknił za domem... ale kiedyś trzeba spróbować czegoś nowego! Prawda, chłopcy?
    Rico pokiwał główką i również wyjrzał za okno.


    _________________

    Sponsored content

    Re: Historia Skippera

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Sob Kwi 29, 2017 7:33 am