Polskie forum fanów serialu ,,Pingwiny z Madagaskaru - dołącz do naszej społeczności już dziś!


    Historia Kowalskiego

    Share
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Nie Maj 01, 2016 8:03 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pon Maj 02, 2016 10:21 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pon Maj 02, 2016 1:07 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pon Maj 02, 2016 2:03 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Wto Maj 03, 2016 9:57 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Wto Maj 03, 2016 12:05 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Wto Maj 03, 2016 2:38 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Wto Maj 03, 2016 5:52 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Sro Maj 04, 2016 10:44 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Maj 04, 2016 4:02 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Sro Maj 04, 2016 6:57 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Maj 04, 2016 7:19 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Maj 04, 2016 8:18 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Czw Maj 05, 2016 3:01 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Czw Maj 05, 2016 3:14 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Maj 06, 2016 7:11 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Pią Maj 06, 2016 11:27 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy?


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Maj 06, 2016 11:44 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Pią Maj 06, 2016 11:53 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie...


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pią Maj 06, 2016 1:33 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Pią Maj 06, 2016 7:15 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sob Maj 07, 2016 2:09 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Sob Maj 07, 2016 6:48 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes...


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sob Maj 07, 2016 8:04 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Pon Maj 09, 2016 4:09 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju.


    _________________

    Sponsored content

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Nie Paź 22, 2017 4:39 am