Polskie forum fanów serialu ,,Pingwiny z Madagaskaru - dołącz do naszej społeczności już dziś!


    Historia Kowalskiego

    Share
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pon Sie 08, 2016 6:32 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Wto Sie 09, 2016 6:27 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Wto Sie 09, 2016 7:09 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Sie 10, 2016 1:00 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Sie 10, 2016 5:39 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Sie 10, 2016 6:05 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Sie 10, 2016 6:31 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Sie 10, 2016 7:17 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Nie Sie 21, 2016 4:22 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.
    - Czujecie coś Rico? - odezwał się dowódca.
    - Był tu, był tu! - wybełkotał psychopata, wciągając powietrze. W tym momencie zachowywał się jak świetnie wyszkolony pies tropiący.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pon Sie 22, 2016 12:08 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.
    - Czujecie coś Rico? - odezwał się dowódca.
    - Był tu, był tu! - wybełkotał psychopata, wciągając powietrze. W tym momencie zachowywał się jak świetnie wyszkolony pies tropiący.
    - Gdy tylko go znajdziemy, pożałuje że nas zostawił... - rzekł Skipper. - Szukajcie Rico, szukajcie!


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pon Sie 22, 2016 1:37 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.
    - Czujecie coś Rico? - odezwał się dowódca.
    - Był tu, był tu! - wybełkotał psychopata, wciągając powietrze. W tym momencie zachowywał się jak świetnie wyszkolony pies tropiący.
    - Gdy tylko go znajdziemy, pożałuje że nas zostawił... - rzekł Skipper. - Szukajcie Rico, szukajcie! - w tym samym momencie usłyszał chichot dobiegający od drzwi hotelu. Odwrócił się, a widząc Kowalskiego, ściskającego za skrzydło uroczą pingwinkę, wepchnął podwładnych za najbliższe krzaki.
    - Szefie, co pan robi? - odezwał się Szeregowy, ale dowódca zatkał mu dziób.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Wto Sie 23, 2016 2:21 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.
    - Czujecie coś Rico? - odezwał się dowódca.
    - Był tu, był tu! - wybełkotał psychopata, wciągając powietrze. W tym momencie zachowywał się jak świetnie wyszkolony pies tropiący.
    - Gdy tylko go znajdziemy, pożałuje że nas zostawił... - rzekł Skipper. - Szukajcie Rico, szukajcie! - w tym samym momencie usłyszał chichot dobiegający od drzwi hotelu. Odwrócił się, a widząc Kowalskiego, ściskającego za skrzydło uroczą pingwinkę, wepchnął podwładnych za najbliższe krzaki.
    - Szefie, co pan robi? - odezwał się Szeregowy, ale dowódca zatkał mu dziób. Wskazał na zakochanych i szepnął:
    - To.
    Kowalski delikatnie obrócił dziewczynę i potem mocno przytulił.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Sie 24, 2016 7:25 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.
    - Czujecie coś Rico? - odezwał się dowódca.
    - Był tu, był tu! - wybełkotał psychopata, wciągając powietrze. W tym momencie zachowywał się jak świetnie wyszkolony pies tropiący.
    - Gdy tylko go znajdziemy, pożałuje że nas zostawił... - rzekł Skipper. - Szukajcie Rico, szukajcie! - w tym samym momencie usłyszał chichot dobiegający od drzwi hotelu. Odwrócił się, a widząc Kowalskiego, ściskającego za skrzydło uroczą pingwinkę, wepchnął podwładnych za najbliższe krzaki.
    - Szefie, co pan robi? - odezwał się Szeregowy, ale dowódca zatkał mu dziób. Wskazał na zakochanych i szepnął:
    - To.
    Kowalski delikatnie obrócił dziewczynę i potem mocno przytulił.
    - To, czyli co? -młody wyrwał się z uścisku dowódcy. Skipper przewrócił oczami dając mu do zrozumienia, że nie ma o niczym pojęcia, ale wytłumaczył:


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Czw Sie 25, 2016 1:35 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.
    - Czujecie coś Rico? - odezwał się dowódca.
    - Był tu, był tu! - wybełkotał psychopata, wciągając powietrze. W tym momencie zachowywał się jak świetnie wyszkolony pies tropiący.
    - Gdy tylko go znajdziemy, pożałuje że nas zostawił... - rzekł Skipper. - Szukajcie Rico, szukajcie! - w tym samym momencie usłyszał chichot dobiegający od drzwi hotelu. Odwrócił się, a widząc Kowalskiego, ściskającego za skrzydło uroczą pingwinkę, wepchnął podwładnych za najbliższe krzaki.
    - Szefie, co pan robi? - odezwał się Szeregowy, ale dowódca zatkał mu dziób. Wskazał na zakochanych i szepnął:
    - To.
    Kowalski delikatnie obrócił dziewczynę i potem mocno przytulił.
    - To, czyli co? -młody wyrwał się z uścisku dowódcy. Skipper przewrócił oczami dając mu do zrozumienia, że nie ma o niczym pojęcia, ale wytłumaczył:
    - Nie widzisz co tam się wyrabia?! - Szef złapał młodego za głowę i przechylił tak, aby widział dobrze Kowalskiego i Sam. - Porzucił oddział dla jakiejś laluni!


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 16
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Czw Sie 25, 2016 2:18 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldachimem. W pierwszym odruchu poderwał się gwałtownie z pościeli, ale zaraz opadł z powrotem na poduszkę.
    - Przepraszam, że macie przeze mnie kłopoty. - wyszeptał, widząc Jacka, stojącego obok łóżka.
    - Nie przejmuj się tym. - odpowiedział maskonur. - Leż, nie ruszaj się. Masz wysoką gorączkę.
    -Ale...ja nie mogę. Oni tu idą. Oni...-urwał Kowalski. Rozkaszlał się, a zaraz potem przełknął ślinę, usiłując nie zwymiotować.
    - Leż. - powtórzył Jack. - Nie bój się, Doris się tym zajmie. - Kowalski, uspokajany przez maskonura i wyczerpany ciągłym stresem, w końcu usnął, a do drzwi ktoś zadzwonił. Jack westchnął i cicho wyszedł z pokoju, za to Kowalski zaczął cichutko łkać przez sen, wtulając się w cieplutką kołderkę.
    Doris wstała leniwie z kanapy, była trochę zła, że akurat w tym czasie ktoś zechciał do nich przyjść, kiedy zaczął się jej ulubiona telenowela. Pukanie powtórzyło się, ale nie było to już pukanie, ale walenie w drzwi.
    - Dobrze wiesz po kogo tu przychodzę. - powiedział stojący za drzwiami Skipper, kiedy wściekła delfinica otworzyła drzwi. Z pokoju dochodziły już odgłosy czołówki serialu.
    - Aleś trafił... nie możesz przyjść później? Kowalski usnął.
    Skipper zmierzył ją zabójczym wzrokiem. Nie obchodziło go, co Kowalski robi. Nadal jest na niego zły, ale strasznie za nim tęskni i nie tylko on.
    - To go obudź.
    - Nie. - odpowiedziała Doris. - I wyjdź z mojego mieszkania, bo mi się serial zaczyna.
    - Nie wyjdę, mogę ewentualnie poczekać, aż Kowalski się obudzi.
    - Chodź ze mną. - Doris wzięła go za skrzydło i razem z nim stanęła w drzwiach pokoju Kowalskiego. - Widzisz coś narobił?! Przez ciebie Kowalski się rozchorował. Tak strasznie boi się do was wracać, ze jego organizm tego nie wytrzymał!
    Skipper przyjrzał się dokładnie Kowalskiemu, nie zauważył niczego niepokojącego.
    - Przesadzasz... nic mu nie będzie - rzekł i zaczął potrząsać Naukowcem - Kowalski! Wstawaj! Musimy wracać! - Kowalski gwałtownie poderwał się z łóżka i zaraz potem wcisnął się w kąt pomiędzy ścianą, a poduszką. Doris odciągnęła Skippera od jego podwładnego.
    - Wyjdź już. - powiedziała, wypychając go za drzwi wejściowe.
    Skipper za jednym ruchem sprawił, że Doris pojawiła się za drzwiami, a on zamknął się w środku razem z Kowalskim.
    - Musimy poważnie porozmawiać... - rzekł, po czym powoli podszedł do przyjaciela.
    Kowalski patrzył się na niego z nienawiścią w oczach, gdyby mógł rzuciłby się i by mu powyrywał pióra, ale... trzymał go strasz, którego było więcej niestety.
    - Nie chce z tobą rozmawiać.
    - Ale ja cię nie proszę. Ja ci rozkazuję. Poza tym, zachowaj w stosunku do mnie minimum szacunku!
    - Dlaczego? Ty nie poszanowałeś mojego jestestwa, które dawno obumarło.
    - Nie tak powinieneś się zwracać do dowódcy.
    - Nie jesteś już moim dowódcą.
    Lider przewrócił oczyma.
    - Przestań się zachowywać jak dziecko! Wracamy do domu!
    Chwycił go za skrzydło i zaczął za sobą ciągnąć.
    - Powiedziałem ci już, że nigdzie z tobą nie pójdę, puść!!! - wrzasnął naukowiec, wyrywając mu się. - Wyjdź! Nie chcę twojego towarzystwa, wyjdź!
    - Nie myśl tylko, ze odpuszczę ci tak łatwo. - powiedział Skipper, stając pod drzwiami. - Jeszcze po ciebie wrócę. - dodał.
    Jack wszedł siłą do pomieszczenia i wyprowadził siłą Skipper'a. Wyrywał się, ale Jack był silniejszy. Kowalski odetchnął z ulgą. Zaczął rozmyślać, gdzie uciec, aby Skipper już go nigdy w życiu nie znalazł.
    - W porządku? - odezwał się maskonur.
    - Tak. - odpowiedział Kowalski, z powrotem włażąc pod kołdrę. Zwinął się w ciasny kłębek i starał się usnąć, przekonany, że teraz już mu nic nie grozi. W końcu mu się to udało, ale... nie na długo. Obudziła go kłótnia Doris i Jack'a. Miał wrażenie, że słyszał w niej swoje imię. Powoli podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił, słuchał dokładnie.
    - Mieliśmy jechać na wakacje, nie będziemy jeździć z tym dziwolągiem wszędzie - warknął maskonur. Kowalski gwałtownie wciągnął powietrze. Dziwoląg? On?
    - Kowalski to mój przyjaciel! - zaprotestowała Doris. - Nigdy nie zrozumiesz jak wiele przeszedł! Poza tym widzisz, że z nadmiaru stresu zdążył nam się już pochorować. Zmiana otoczenia dobrze mu zrobi. Zabieramy go ze sobą na Karaiby czy tego chcesz czy nie!
    Naukowca bardzo zabolało słowo ''przyjaciel'' ze słodkiego głosiku Doris, wolał usłyszeć ''chłopak/mąż/narzeczony'' lecz niestety tak mogło się tylko stać we śnie. Mimo łez w oczach, słuchał dalej.
    - Nie, ten dziwoląg nigdzie z nami nie pojedzie i koniec kropka. Jeszcze dziś go wywalę.
    Pingwin już nie miał pojęcia gdzie ma szukać wsparcia. Jack wydawał się w porządku, ale jak zawsze musiało pójść coś nie tak. Serduszko go zabolało, kiedy przypomniało mu się, gdy jeszcze z czasów szkolnych wszyscy nazywali go ''dziwolągiem'' i wyśmiewali się z niego. Próbował być twardy, ogólnie każdy tak myślał, ale zdarzały się dni, kiedy zamknął drzwi na kluczyk, usiadł w kącie i zaczął płakać, chcąc naprawdę skończyć ze sobą... może i wtedy by go ktokolwiek docenił? Kowalski potrząsnął głową. Odsunął od siebie myśli o samobójstwie. Nie, jeszcze nie. Nie spodziewał się, że to w ogóle możliwe, ale jego serduszko, które zaczynało się zabliźniać, pękło po raz drugi. W tym samym momencie Jack gwałtownie otworzył drzwi.
    - Kowalski... - odezwał się. - Ja... Ile z naszej rozmowy usłyszałeś?
    - Wystarczająco, żeby zrozumieć, że mnie tu nie chcecie - odpowiedział, prawie szeptem. Nie wiedział jak się ma zachować. Chciałby się teraz spytać wszystkich swoich wrogów za co go tak nienawidzą? Co on im takiego uczynił? Od zawsze był grzeczny, kulturalny, każdemu z wielką chęcią pomagał, nawet największemu wrogowi. Robił wiele wynalazków dla ludzkości, które co prawda nie za bardzo działały, ale chociaż chciał coś zrobić dla dobra świata. Ale jak zawsze on był najgorszy, nic nigdy nie umiał dobrze zrobić. Spojrzał na maskonura, na pingwiniej twarzyczce nie było widać ani szczęścia, gniewu, bólu.
    - Kowalski, to nie tak... - Doris weszła do pokoju, patrząc na niego przygnębiona. Chociaż go broniła, tak samo jej nienawidził. Wzruszył ''ramionami'' i ominął ich, wychodząc z pomieszczenia.
    Później, wszystko potoczyło się niemalże tak samo jak wtedy w bazie. Kowalski wziął plecak i zaczął odruchowo pakować swoje rzeczy. Nienawidził Jacka i Doris (a przynajmniej tak mu się wydawało) w takim samym stopniu jak komandosów i nie chciał spędzić z nimi ani chwili dłużej. Nie wiedział gdzie ma znaleźć dach nad głową, ale już więcej nie wytrzymałby towarzystwie delfinicy i jej (niestety) chłopaka.
    Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc tknięty nagłym przeczuciem, ruszył na wybrzeże. Usiadł na dużym kamieniu, wpatrując się w horyzont i niemal natychmiast zaczął rozmyślać o tym, co się wydarzyło. Kiedy patrzył na to Z perspektywy czasu zaczynał mieć wątpliwości czy dobrze zrobił. Od Doris uciekł przecież z rosnącą gorączką i bólem wszystkiego, co mogło go boleć. Nagle rozmyślania Kowalskiego przerwał szelest wydobywający się zza drzewa... Pingwinek momentalnie zerwał się z kamienia i pobiegł przed siebie, czując rosnąca panikę. Biegł dopóki nie zabrakło mu tchu. Potem wszedł do pierwszego lepszego hotelu.
    - Potrzebuję pokoju. - odezwał się, widząc w recepcji młodą pingwinkę w czerwonym hotelowym fartuszku - Proszę... Nie mam dachu nad głową. Pingwinka odgarnęła grzywkę z oka i spojrzała na niego.
    - Zaraz zaprowadzę. - odpowiedziała, odkładając książkę, którą czytała i zdjęła klucze z wieszaczka. Kiedy tylko Kowalski wszedł do pokoju od razu padł na łóżko. Nawet nie zwrócił uwagi na to, ze pokój jest dwuosobowy, a dziewczyna nie dała mu kluczy.
    - O tak... idealnie... - wyszeptał. Jeszcze nigdy nie leżał na tak wygodnym łóżku. Pingwinka zakaszlała, ten zerwał się na równe nogi, było mu trochę głupio, nie tak powinien się zachować.
    - Leż, leż. - odezwała się dziewczyna. - Nie chciałam cię przestraszyć, widzę, że jesteś zmęczony. Jestem Sammy.
    - Kowalski... - powiedział niepewnie naukowiec. - Dziękuję że mi załatwiłaś ten pokój. Wiesz, tak bez rezerwacji... i w ogóle.
    - Jasne. - Sammy roześmiała się. - Musze wracać do pracy. Zajrzę do ciebie wieczorem, dobrze?
    Pingwin uśmiechnął się i pokiwał energicznie główką. Zmierzył dziewczynę od stóp do głów, wyglądała na bardzo sympatyczną. Może ona mogła mu w jakiś sposób pomóc? Musiał też przyznać, że jest bardzo ładna.
    ___
    Kowalski leżał na łóżku, po sam dziób przykryty kołdrą, majacząc w gorączce. Prawie nie czuł dotyku Sammy, która widząc, że z jej lokatorem jest źle, robiła wszystko, żeby tylko poczuł się lepiej. Lokatorem, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest w wynajmowanym pokoju, tylko w mieszkaniu dziewczyny na najwyższym piętrze hotelu.
    - Sammy... - odezwał się niepewnie, podczas krótkiej chwili świadomości otaczającego go pomieszczenia.
    - Tak? - spytała słodko, dając do herbaty troszkę cytrynki. Zaczęła ją mieszać, patrząc na Naukowca zmartwiona. Kowalski z trudem podniósł się do pozycji siedzącej.
    - Jest tu toaleta? - spytał słabo.
    - Tak, chodź, zaprowadzę. - Sammy wzięła go pod ramię i pomogła wstać. - Coś się dzieje? Brzuch cię boli? Będziesz wymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. - Na pewno? Tylko mi nie zemdlej...
    Nie chciała go za bardzo puścić samego do ubikacji, mimo że w tym miejscu potrzeba trochę prywatności.
    - Na pewno sobie poradzisz? - Kowalski kiwnął głową i złapał za klamkę drzwi od toalety. - No dobrze. - Sammy puściła jego skrzydło. - Ale drzwi mają być uchylone. - Kowalski znowu potaknął. Był w stanie zgodzić się na wszystko, a dziewczyna zajmowała się nim tak troskliwie.
    Po wyjściu z toalety, Kowalski usiadł na łóżku, naprzeciwko Sammy.
    -Kim właściwie jesteś? Dlaczego pozwalasz mi zostawać za darmo w pokoju hotelowym? Twój szef nie będzie zły?-zapytał pingwin. Przecież dziewczyna mogła mieć przez niego kłopoty...
    - Połóż się proszę, bo naprawdę wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć. - Kowalski położył się na poduszce i nakrył kołdrą. - To nie jest pokój hotelowy. - kontynuowała Sammy. - To moje mieszkanie. Mieszkam na najwyższym piętrze w hotelu, w którym pracuję, bo nie stać mnie na własne. Kiedy wpadłeś do recenzji od razu wiedziałam, ze coś jest z tobą nie tak, a potem zorientowałam się, że jesteś bardzo chory i po prostu postanowiłam ci pomóc. Sama ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie zarabiam za wiele, ale możesz ze mną zostać jak długo tylko zechcesz. Przyda mi się towarzystwo.
    - Dziękuje... - uśmiechnął się - chyba pierwszy raz ktoś...dla mnie...zrobił coś takiego...
    Spojrzał w oczy dziewczyny, po czym ją przytulił. Sammy wstrzymała oddech. Nienawykła do przytulania, odkąd pamiętała była sama na świecie, ale odwzajemniła uścisk.
    - No dobrze... - odezwała się, kiedy chwila się przeciągała. - Kładź się z powrotem. I spać.
    Kowalski ziewnął i uśmiechnął się do niej.
    - Dobranoc. - Po czym od razu zapadł w głęboki sen.
    ___
    Kowalski przebudził się w nocy, a słysząc podejrzane dźwięki, otworzył oczy i przekręcił się na bok. Sammy siedziała na sąsiednim łóżku opatulona w kołdrę i oglądała jakiś film w telewizji, ale spojrzała na niego, kiedy się poruszył.
    - Hej... - odezwała się. - Przeszkadzam ci? Mam wyłączyć? - spytała, sięgając po pilota.
    - Nie, nie trzeba. - odpowiedział pingwinek, podnosząc się do pozycji półleżącej.
    - A jak się czujesz? Przynieść ci coś może? - Dziewczyna przyciszyła troszkę telewizor, podeszła do Naukowca i położyła delikatnie skrzydło na jego czole. Gorączka ciągle się utrzymywała.
    - Troszkę lepiej. Przynajmniej już nie jest mi tak koszmarnie niedobrze. - Kowalski zdobył się na słaby uśmiech - A czy przynieść... Mogłabyś szklankę wody? Chociaż... ja w sumie mogę sobie wziąć sam. - naukowiec przymierzał się już do wygrzebania się spod kołdry.
    - NIE! O nie, nie! Ty leż! - Dziewczyna przykryła go niemal całego kołdrą i szybko przyniosła szklankę wody. Kowalski uśmiechnął się i powoli usiadł na łóżko. Wziął szklankę do skrzydełek i wziął łyk. żołądek niemal od razu ścisnął się boleśnie, dopominając się czegoś do jedzenia. Kowalski uświadomił sobie, że nie jadł od... dwóch dni? Może trzech? Zgiął się wpół, oddając Sammy szklankę. Pingwina odłożyła ją i patrzyła przerażona do Kowcia. Złapała go delikatnie za skrzydełko. Mimo że co dopiero poznała pingwina, już się do niego przywiązała. Nie mogła patrzeć jak cierpi, bolało ją to bardzo. Chciała go przytulić, ale... głupio jej troszkę było. Bała się jak zareaguje.
    - Boli cię? - spytała łagodnie, kładąc mu skrzydła na ramionach. Kowalski pokiwał głową.
    - To pewnie nie najlepszy pomysł, ale... mogłabyś mi zrobić coś do jedzenia? - poprosił. Żołądek coraz bardziej kurczył się z głodu.
    - Jasne, oczywiście! - zawołała Sammy i pobiegła do aneksu kuchennego.
    Po paru minutach było już czuć różne zapachy z kuchni. Kowalski, czując zapachy, czuł że jego żołądek chce już wyskoczyć, póki tego nie zje. Kilka minut później dziewczyna przyniosła mu na talerzyku kilka jajek na bekonie. Kowalski rzucił się na jedzenie, choć wiedział, że to niegrzeczne i jajka i wstążki bekonu zniknęły w mgnieniu oka. Naukowiec oblizał się. To było pyszne... ale... żołądek wciąż dopominał się jedzenia.
    - Dziękuję. - odezwał się. - A... mogłabyś mi jeszcze zrobić? - poprosił.
    - Nie mam już jajek. - przyznała Sammy. - I może lepiej jeśli już dzisiaj nic więcej ci nie dam. Gdzieś czytałam, ze jeśli zje się za dużo na raz po długiej przerwie można dostać skrętu żołądka.
    Naukowiec zaczął już rozmyślać jakby zrobić napad na jakąś restauracje. Nie obchodziło go jak się będzie czuł, chciał jeść! Ale nie chciał być niemiły...
    - No dobrze... - westchnął pingwin i uśmiechnął się do dziewczyny.
    - Pociesz się, że za... - zerknęła na zegarek. - Siedem godzin będzie śniadanie. - uśmiechnęła się. - A teraz już się kładź, chorzy potrzebują dużo snu. Dobranoc. - Sammy leciutko musnęła dziobem jego policzek.
    - Dobranoc. - odpowiedział Kowalski, układając się wygodnie na poduszce. Zanim zasnął patrzył jeszcze jak dziewczyna wyłącza telewizor i również się kładzie. Coraz bardziej mu się podobała. Pingwinka przy okazji zgniotła w kulkę papier, na którym było coś napisane. Było widać, że jest jej przykro. Kowalski przyglądał się jej uważnie. Był też ciekawy co tam pisało. Chociaż był problem - nie umie czytać. Przez to piękny uśmiech znikł z jej twarzy? Czy to przez niego?
    Więcej nie zdążył pomyśleć, bo oczka mu się zamknęły.
    ___
    Sammy obudziła się, kiedy Kowalski wlazł jej do łóżka i położył się obok. Dziewczyna poderwała się jak oparzona.
    - Co robisz? - zagadnęła, odgarniając włosy z dzioba.
    - Chcę śniadanie. - powiedział naukowiec. - Jestem głodny.
    - Jasne, jasne. A która godzina?
    - Po ósmej.
    - O matko! Spóźnię się do pracy! - krzyknęła Sammy i wyczołgała się spod kołdry, po drodze uderzając się boleśnie o stolik. Syknęła i potarła bolące miejsce.
    - Zostań dzisiaj ze mną - poprosił słodko, mrugając oczkami i chwycił ją za skrzydełko. - Albo pójdę z tobą i ci pomogę.
    - Nie mogę. Muszę zarabiać. A ty nie możesz ze mną pójść, ciągle masz gorączkę. Zaraz zrobię ci coś do jedzenia. - chwilę potem Kowalski zjadał z apetytem naleśniki, które usmażyła mu dziewczyna, podczas gdy ona wkładała obowiązujący w hotelu czerwony fartuszek i czerwoną chustkę na włosy.
    - Wrócę około trzeciej, na szczęście mam dzisiaj zmianę tylko do popołudnia. Wtedy ugotuję obiad. Nie narozrabiaj, dobrze? Nie to, ze cię o coś posądzam. - podniosłą skrzydła w obronnym geście.
    - Nie no, nic się nie dzieje, rozumiem - rzekł i uśmiechnął się. - Naleśniki były pyszne. Jesteś wspaniałą kucharką.
    - A ty wspaniałym przyjacielem. - dziewczyna zerknęła na zegarek. - Naprawdę muszę już iść. - dodałam, otwierając drzwi wejściowe. - Mam zamknąć na klucz? Obiecasz, że nigdzie nie wyjdziesz?
    - Nie zamykaj. Obiecuję, kochana! I ty również jesteś wspaniałą przyjaciółką. - Mrugnął do niej, a dziewczyna się zarumieniła. Nigdy jeszcze nie usłyszała od reszty takich wspaniałych słów. Pomachała mu i wyszła. Kowalski zastanawiał się, co ma teraz robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani czasopisma. nudziło mu się. Może Sammy będzie miała coś do czytania.
    Zaczął więc grzebać w jej rzeczach w poszukiwaniu jakiejś lekturki. Miał wrażenie, że zaraz Sam wejdzie i go skrzyczy, że grzebie w jej rzeczach, a potem go wyrzuci. Ale musiał. Nie mógł usiedzieć na miejscu.W końcu w jednej z szafek znalazł fajną jak mu się zdawało i grubą książkę. Jednocześnie na podłogę wypadł plik kopert. Naukowiec odłożył książkę na stolik i nie bez poczucia winy zajął się przeglądaniem kopert. Rachunki za gaz, prąd i wodę. Te najnowsze jeszcze nie zapłacone. Sammy najwyraźniej nie kłamała, mówiąc, że ledwo wiąże koniec z końcem. Zrobiło mu się jej żal. Chciałby jej jakoś pomóc, ale... kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić.
    Postanowił, że kiedy wyzdrowieje, pójdzie do szefa hotelu i spyta, czy nie mógłby zacząć zarabiać. Musi się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Z wielką chęcią nawet mógłby okraść bank, żeby tylko Sam wiązała koniec z końcem. Uśmiechając się do swoich myśli, odłożył rachunki na miejsce i zakopał się pod kołdrą z książką, którą znalazł.
    Najpierw przeczytał opis książki. Wydawała mu się bardzo ciekawa. Otworzył ją na ostatniej stronie i przeczytał trzy ostatnie linijki.
    Zakończenie w miarę w porządku. wobec tego Kowalski zabrał się za czytanie, zupełnie nie zwracając uwagi na płynący czas. Mimo że oczka zaczęły już go boleć, nie mógł choć na chwilę przerwać lektury. Jego oczka śmigały z linijki na linijkę. Nawet nie podejrzewał, ze kryminał psychologiczny aż tak bardzo go wciągnie. Nie zauważył nawet, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    Dziewczyna weszła cicho do pokoju z nadzieją, że chłopak śpi. Kowalski był całkowicie skupiony na książce.
    - Cześć. - odezwała się dziewczyna. - Widzę, ze znalazłeś sobie zajęcie.
    - Tak, ciekawa ta powieść. - odpowiedział naukowiec. Postanowił, że na razie nie będzie mówił dziewczynie o tym, że widział rachunki. Zaraz potem wypełzł spod kołdry. Dopiero teraz, wyrwany z letargu, uświadomił sobie, że a) jest bardzo głodny, b) musi natychmiast skorzystać z toalety.
    - Na co masz ochotę? - zapytała dziewczyna. Widać było, że jest bardzo zmęczona i widać, że płakała.
    - Wszystko co przygotujesz będzie pyszne. - odpowiedział naukowiec, zamykając się w łazience.
    Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Postanowiła zrobić rybę na parze. Kowalski zerknął na zegarek, wychodząc z łazienki po załatwieniu potrzeby. Było po trzeciej. Spędził nad książką przeszło siedem godzin. Wiedziony przeczuciem podreptał do aneksu kuchennego. Sammy stała nad deską do krojenia szlochając cicho.
    - Coś się stało? - Kowalski położył skrzydełka na ramionach Sammy. Dziewczyna podniosła głowę, nieporadnym gestem ocierając łzy.
    - Nie, wszystko w porządku. -odpowiedziała.
    - Hej, widzę. - naukowiec wyjął jej z drżącego skrzydła nóż do filetowania ryb i odłożył go na szafkę. - Powiedz, może mogę ci jakoś pomóc.
    - Nie możesz. - zaszlochała dziewczyna, siadając na podłodze. - Nic nie poradzisz na brak pieniędzy.
    Chłopak usiadł obok i przytulił ją mocno. Sammy wtuliła się w piórka Kowalskiego, lgnąc do kogoś kogo lubiła i który najwyraźniej świetnie przytulał.
    - Jakoś sobie poradzimy. - wyszeptał naukowiec. - Kiedy wyzdrowieję też mogę zacząć pracować. Jeśli oczywiście chcesz, żebym... został z tobą... na... na stałe. - te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
    - Oczywiście. Nie chce zostać sama, a ty jesteś cudownym chłopakiem. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a Kowalski od razu się zaczerwienił. Chciałby jeszcze dostać całusa, bo było to bardzo miłe, ale to by było głupie.
    - Pomogę ci w gotowaniu. - zaoferował się. - Chociaż tyle mogą zrobić na chwilę obecną. - Sammy pociągnęła nosem, uśmiechnęła się i otarła łzy.
    - Dziękuję, ze jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała.
    - A ja dziękuję, że chociaż ty zechciałaś mi pomóc - rzekł i puścił jej oczko. Dziewczyna zachichotała. - No chodź... Zaraz będziemy mieć rybę na stole. - oba pingwiny zabrały się za gotowanie. Sammy odkryła z niemałym zdumieniem, że Kowalski talentem kulinarnym znacznie ją przerasta. Delikatnie przyłożyła mu skrzydło do policzka. Naukowiec spojrzał na nią.
    - Chciałam tylko sprawdzić, czy masz jeszcze gorączkę. - wytłumaczyła. - Temperatura ci spada. - dodała, uśmiechając się.
    - To dobrze. Będę mógł ci pomóc... a ty jak się czujesz? - spytał, po czym ze smakiem zjadł ostatnie kawałki ryby.
    - Ja... Ja... Dobrze. - odpowiedziała z zaskoczeniem dziewczyna. Zarumieniła się, odgarniając kosmyk włosów z dzioba. Zaczynała się w swoim lokatorze zakochiwać. I to, jak podejrzewała, z wzajemnością. - Miło że pytasz...
    Pingwinek uśmiechnął się.
    - Może dzisiaj przejdziemy się gdzieś?
    - Mowy nie ma! - Sammy podniosła głos. - Ciągle masz temperaturę, a z gorączką nigdzie cię nie wypuszczę. Jak wyzdrowiejesz. Ale możemy obejrzeć jakiś film, tak się składa, że mam jeszcze w szafce jakieś chipsy. Może być? - Kowalski energicznie pokiwał głową.
    - A mogę wybrać film? - spytał słodko. Sam pokiwała głową, a chłopak ruszył w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Podczas gdy Kowalski grzebał w filmowej kolekcji dziewczyny ona wyjęła chipsy z szafki i chwilę potem oboje siedzieli na łóżku Sammy, przytulając się do siebie. Co chwilę któreś sięgało do paczki po garść chipsów.
    -Cieszę się, że w końcu mogę rozmawiać z kimś, komu chociaż trochę na mnie zależy-powiedział nagle Kowalski.
    - Ja też się bardzo cieszę że cię poznałam. Jesteś... inny niż wszyscy. Nie traktujesz mnie jak śmiecia... - odpowiedziała i złapała go za skrzydełko. Kowalski stracił nagle zainteresowanie filmem i spojrzał na dziewczynę. Sammy spojrzała na niego. Miało właśnie dojść do ich pierwszego pocałunku, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
    - O nie, to mój Szef! - Sammy poderwała się z kanapy. - Zapowiadał, że przyjdzie na rewizję. Schowaj się gdzieś może. Nie wiem, do szafy, albo pod łóżko.
    Kowalski od razu zerwał się i schował się pod łóżko. Wstrzymał oddech. Bał się, że Sam będzie mieć przez niego kłopoty, czego naprawdę nie chciał.
    Dziewczyna wpuściła do mieszkania swojego Szefa, który rozejrzał się wokół, omiatając wszystko wzrokiem do cna przenikliwym. Jako właściciel mieszkania miał prawo od czasu do czasu przeprowadzać rewizję.
    - Wszystko wydaje się być w porządku. - odezwał się. - Zalega panienka z czynszem.
    - Wiem. - odpowiedziała Sammy. - Do końca miesiąca na pewno zapłacę zaległe pieniądze.
    - Mówisz już tak od tamtego miesiąca. Możemy zawsze załatwić to w jakiś inny sposób.
    W Kowalskim się zagotowało. Miał wrażenie, że jej Szef ma bardzo brudne myśli, nie wiedział do końca jakie, ale miał. Z wielka chęcią chciałby wyjść i go uderzyć.
    - Yyy, co mam przez to rozumieć? - spytała niepewnie Sam. Słychać było w jej głosie nutkę przerażenia.
    - Dopóki nie odpracujesz długów będziesz pracować także na popołudniowej zmianie. Ale jeśli i to ci się nie podoba... - mężczyzna dotknął policzka dziewczyny i popchnął ją na ścianę, gdzie pocałował ją wprost w dziób. Po policzkach Sammy popłynęły łzy. Bała się go, nie chciała tego.
    - Nie! - pisnęła i próbowała go odepchnąć. Kowalski wygrzebał się spod łóżka i rzucił się na faceta.
    - A ty to niby kto? - wyrzucił z siebie mężczyzna osłupiały ze zdziwienia.
    - Przyjaciel Sam. Właściwie... ktoś więcej. - odpowiedział naukowiec. - I nie pozwolę jej skrzywdzić.
    - Tak sobie pogrywasz? - wściekły mężczyzna przeniósł spojrzenie na kulącą się pod ścianą Sammy. - Masz dwa dni, żeby spłacić długi, inaczej wylatujesz z pracy, tracisz to mieszkanie, a wszystkie twoje rzeczy inkasuje komornik.
    - Ja nie mam tyle pieniędzy! - wrzasnęła dziewczyna, zaczynając płakać.
    - To mnie nie interesuje. - odparł mężczyzna i wyszedł, trzaskając drzwiami. Dziewczyna wybuchnęła strasznym płaczem. Kowalski podszedł do niej i ją przytulił.
    - Damy radę, nie płacz... - rzekł spokojnie.
    - Nie musiałeś wychodzić.
    - Musiałem. W przeciwnym razie zrobiłby ci krzywdę.
    - Skąd ja teraz wezmę tyle pieniędzy w dwa dni? - szlochała dalej dziewczyna.
    - Nie martw się, co na to poradzimy. - naukowiec nie przestał tulić Sammy.
    - Masz pod ręką trzy tysiące?
    - Nie. Ale na koncie powinno być z pięć. - uśmiechnął się. - Oszczędzałem na wyjazd do Europy, ale teraz kiedy masz kłopoty bardzo chętnie ci pomogę. Na szczęście zdążyłem zgarnąć z domu kartę. - Kowalski uśmiechnął się, wyciągając z plecaka kartę do bankomatu.
    - Nie chce zrobić ci problemu...spróbuję sobie jakoś poradzić...
    - To żaden problem. Skoro mamy teraz iść razem przez życie, to dlaczego nie miałbym ci pomóc ten jeden raz? Poprawka, Sammy, ja ci pomogę tyle razy ile będziesz tego potrzebować. - mówiąc całkiem poważnie Kowalski położył jej skrzydła na ramionach. - Zaufaj mi, proszę...
    Dziewczyna kiwnęła główką i westchnęła. Naukowiec uśmiechnął się, pocałował ją w czoło i przytulił do serduszka.
    - Świetnie... - szepnął. - To teraz leć do bankomatu po pieniądze. - powiedział, podając jej kartę.
    - Ale... Nie boisz się, że zabiorę ci wszystkie oszczędności.
    - Nie. Ufam ci, a poza tym wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła.
    - Dzięki... - Pocałowała go delikatnie w policzek, zabrała kartę i wyszła, ale od razu się wróciła. Rzuciła się w ramiona chłopaka, ich dzioby się złączyły. Kowalski zesztywniał, ale zaraz odwzajemnił uścisk i oddał pocałunek. Chciał, żeby ta chwila była wiecznością. Dziewczyna chwyciła go za skrzydło i ścisnęła delikatnie. Nie miała zamiaru oderwać się od niego, ani Kowalski od niej.
    - Ja... Ja cię kocham. - wypalił Kowalski.
    - Ja ciebie też. - odpowiedziała szeptem Sammy, przytulając się do niego, mocniej. - I to bardzo mocno...
    Spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Leć już. - powiedział naukowiec. - Jutro zaniesiesz temu krwiopijcy pieniądze za dług.
    Dziewczyna westchnęła głęboko i z trudem wyszła. Kowalski uśmiechnął się i ziewnął, ale zaraz oprzytomniał. Robiło się już ciemno, a co jeśli wszystkie banki są już pozamykane? Co jeżeli ktoś napadnie Sam i jej nigdy nie zobaczy?
    ___
    Dziewczyna szła powoli ulicą. Bała się trochę, ale nie mogła się już wrócić. Musi pokonać strach. Stanęła, kiedy latarnie zaczęły mrugać. Dopadła pierwszego lepszego bankomatu i wsunęła kartę w szczelinę. Chwilę potem trzymała w skrzydłach trzy tysiące w gotówce, pokwitowanie i kartę Kowalskiego, która bankomat oddał i pobiegła do domu.
    Bała się strasznie ciemności. Miała wrażenie, że jakieś zło ściga ją żeby ją zabić. Pisnęła, słysząc podejrzany szelest za krzakiem i wpadła do hotelu przez tylne wejście kierując się do swojego mieszkanka.
    - Jestem, mam! - zawołała od progu, a zaraz otem uśmiechnęła się. Kowalski spał, zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Dziewczyna podeszła cicho i przykryło go kocem, schowała pieniądze i poszła do kuchni zrobić sobie herbaty i porozmyślać nad niektórymi sprawami.
    Kowalski przebudził się w środku nocy. Miał dziwny sen. Nie straszny, ale dziwny. Szkoda, że nie pamiętał o czym. W pokoju paliła się lampka nocna, a Sammy ciągle siedziała przy stoliku. Piła kawę i bawiła się łyżeczką. Chłopak przyglądał się jej.
    - Co robisz? - spytał w końcu, przewracając się na bok.
    - A nic... śpij, skarbie. - Kowalskiemu zrobiło się ciepło, kiedy usłyszał od niej takie słodkie słówko. Nikt się do niego jeszcze tak nie zwracał.
    - Ty też się wyśpij, bo rano będziesz nieprzytomna, co przełoży się na efekty twojej pracy. Nie dawaj swojemu szefowi powodów do wywalenia cię i z hotelu i z mieszkania. Połóż się.
    - Dam radę. Kiedyś nie spałam dwa dni, nie było źle... śpij...
    - Sammy, proszę...-spojrzał na nią uroczo, jak najbardziej mógł. Dziewczyna westchnęła i powolnym krokiem ruszyła do swojego łóżka, po drodze gasząc lampkę nocną. Z ciemności spoglądały na nią dwa błyszczące punkciki.
    - Nie patrz tak na mnie, bo nie zasnę. - poprosiła. Kowalski odwrócił wzrok, ale dyskretnie przyglądał się dziewczynie dopóki nie zasnęła. Było słychać delikatne i słodkie chrapanie. Kowalski uśmiechnął się i przewrócił na bok. Chwilę potem też już spał.
    ___
    Kiedy Kowalski obudził się następnego dnia rano Sammy właśnie szykowała się do pacy. Na włosach miała już czerwoną chustkę, a czerwony fartuszek czekał na wieszaku przy drzwiach.
    - Cześć. - przywitał się naukowiec.
    - Cześć. - uśmiechnęła się Sammy. - Na stoliku masz śniadanie, jajecznica i kanapka z szynką, ja już lecę. - wypaliła jednym tchem i już jej nie było.
    - Ale... eh... - westchnął. Żałował że nie wstał wcześniej. Miałby okazję z nią porozmawiać. Naukowiec przewrócił się na drugi bok. I czym by tu zająć czas do powrotu Sammy. Wie! Zrobi obiad. Tak po prostu. Dziewczyna pewnie wróci do domu głodna i zmęczona, a on będzie czekał na nią z gotowym posiłkiem. Tak! zostawiła mu klucze, więc będzie mógł nawet wyjść po zakupy.
    Wstał, zjadł szybko śniadanie i ruszył w miasto. Hmm. Czy Sammy będzie smakować risotto z makaronem i warzywami? Miał nadzieję, ze tak. I czy w ogóle mu wyjdzie, ponieważ nie jest dobry w gotowaniu. No, ale cóż... Dla chcącego nic trudnego. A przynajmniej próbował się do tego przekonywać, kupując na rynku brokuły i fasolkę szparagową.
    Kiedy zebrał wszystkie rzeczy, ruszył do kuchni.
    Kowalski akurat był w trakcie smażenia, kiedy do mieszkania wróciła Sammy.
    - O boże, jestem wykończona. - westchnęła. - Co tu tak pięknie pachnie? - spytała w drugiej kolejności i zajrzała naukowcowi przez ramię. - Będzie risotto? A zarzekałeś się, że nie umiesz gotować.
    - Może i odrobinkę umiem. - uśmiechnął się Kowalski. - Mów lepiej jak w pracy, zapłaciłaś mu?
    - Tak, zapłaciłam... - uśmiechnęła się i przytuliła Kowalskiego.
    - I co? - naukowiec nałożył na talerze dwie ogromne porcje risotto i jedną podał dziewczynie. - Opowiadaj.
    Dziewczyna zacisnęła dzióbek, nie chciała za bardzo o tym opowiadać, bo wcale kolorowo nie było. Nie dała mu pieniędzy i nie wyszła, jej Szef był obleśny. Gdyby mogła zwolniła by się z pracy.
    - Normalnie... dałam mu te pieniądze i wyszłam... - skłamała. Kowalski spojrzał jej w oczy. Dziewczyna odwróciła wzrok.
    - Sammy. - naukowiec odłożył widelec. - Skoro chcemy być razem na dobre i na złe, to chcę móc ci ufać. Powiedz mi prawdę. Skrzywdził cię?
    Serce Sam zabiło szybciej. Nie chciała o tym mówić, źle się czuła.
    - Nie... coś tam gadał i tyle... - powiedziała. - Nic mi nie zrobił.
    - Sammy, proszę... - Kowalski odłożył widelec i położył jej skrzydła na ramionach. - Jeśli coś ci zrobił, to trzeba to zgłosić policji. - dopiero po tym jak to powiedział, uświadomił sobie, ze to nie jest dobry pomysł. Jego na pewno już szukano, w końcu minęło trochę czasu, odkąd uciekł z domu. Dziewczyna zmyła puder ze swojej twarzyczki i spojrzała bez wyrazu na Kowalskiego. Chłopak był przerażony. Jej twarz była cała w siniakach.
    - Nie jest to dobry pomysł żeby iść na policję. Damy sobie jakoś radę. Nie przez takie rzeczy się przechodziło.
    - Tak strasznie mi cię żal, ja... - Kowalski przerwał i mocno przytulił do siebie dziewczynę. Sammy syknęła z bólu. Podbite oko bolało najbardziej. - No już... zjedz, potem się tym zajmiemy. - powiedział naukowiec.
    - Przepraszam, to jest naprawdę pyszne, ale ja nie mam apetytu. - wypaliła Sammy. Kowalski patrzył na nią w milczeniu. Dziewczyna westchnęła i poszła do ubikacji. Ukąpała się, przez wodę nie było słychać jak płacze. Wszystko ją bolało, a pod piórkami odkryła kilka siniaków. Będzie musiała uważać, żeby Kowalski ich nie zobaczył. I najlepiej by było gdyby nie przytulał jej przez jakiś czas, bo każdy dotyk powodował ból. Tylko jak mu to wytłumaczyć... Powie mu że jest chora? Nie, chyba to nie przejdzie. Nie chce też żeby było mu smutno.
    Kiedy wyszła spod kąpieli, wtarła się ręcznikiem i zakryła siniaki, których Kowalski nie widział. Wyszła i padła zmęczona na łóżko. Kowalski, widząc, ze dziewczyna niemal natychmiast zasnęła, zgasił światło i również położył się do łóżka. Niby nie zrobił nic męczącego, ale też był zmęczony.
    __
    Kiedy obudził się następnego dnia, Sam była na jego łóżku, wtulona w niego, serduszko biło jej bardzo szybko. Spojrzał na zegarek, była piąta nad ranem. Mogli jeszcze chwilę pospać. Naukowiec objął skrzydłem dziewczynę i wtulił się w jej piórka. Przez sen syknęła z bólu, na co Kowalski poderwał się do pozycji siedzącej i dotknął miejsca, które przed chwilą przytulał. Pod piórkami Sammy widniał dość duży fioletowy siniak. Dziewczyna zwinęła się w kulkę. Naukowiec przejeżdżał ją wzrokiem, znajdując nowe siniaki. Mruczała przez sen, więc delikatnie pogłaskał ją po piórkach na policzku, przez co się troszkę uspokoiła.
    - Sammy... - odezwał się Kowalski. - Sammy, obudź się. - dziewczyna z jękiem przekręciła się na plecy i otworzyła oczy. - On cię pobił? - spytał naukowiec.
    - Skąd taka ci przyszła rzecz do głowy... - westchnęła, a oczy automatycznie znów się jej zamknęły.
    - Cała jesteś w siniakach. Nie boli cię to? - Sammy natychmiast oprzytomniała. Nie spodziewała się ani przez chwilę, że Kowalski to zauważy.
    - Co ja w ogóle robię na twoim łóżku?! - Łóżko było małe, więc musiała się przysunąć jak najbliżej Kowalskiego.
    - To jest nieważne jak się tu znalazłaś. Może to i lepiej. Powiedz mi wszystko co się wczoraj działo. Słucham. - rzekł i spojrzał na nią. Sammy spuściła głowę.
    - Nic się nie wydarzyło. Chce spać, jestem zmęczona.
    - Dam ci się wyspać. Pod warunkiem, ze wszystko mi opowiesz, kiedy już odpoczniesz. - Sammy wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczkami. Odwróciła wzrok, zarumieniła się, ale skinęła głową.
    - Dobrze. - wyszeptała. - Ale... obiecasz że nie zrobisz nic głupiego? - spytała i przytuliła go.
    - Obiecuję. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie usnęła. Kowalski wysunął się spod kołdry, kierując się do aneksu kuchennego. Zajrzał do lodówki, która oczywiście świeciła pustkami. Naukowiec zajrzał do portfela, a potem wyszedł z mieszkania, cichcem przemknął się na dół i pobiegł do sklepu., postanawiając, ze na śniadanie będą rogaliki z czekoladą. Kiedy wrócił, Sam powoli się zaczęła powoli przebudzać.
    - Cześć kotku. - odezwał się Kowalski.
    - Hej... - odezwała się Sammy, przeciągając się. - Co na śniadanie?
    - Kupiłem rogaliki. - naukowiec podniósł reklamówkę z logo piekarni.
    Dziewczyna błyskawicznie pojawiła się obok pingwinka. Wzięła do skrzydełka jednego rogalika i zaczęła go jeść.
    - Jestem tak strasznie głodna... dzięki. - Pocałowała go w policzek.
    - Nie ma sprawy. - Kowalski wziął sobie drugiego rogalika i usiadł obok niej na łóżku. - Słuchaj... bo tak sobie myślałem...
    - No? - Sammy spojrzała na niego.
    - Może by zmienić miejsce pracy? W wielu hotelach potrzebują recepcjonistek. A ja mógłbym robić za kelnera na stołówce. - dziewczyna zakrztusiła się kawałkiem rogalika.
    - Nie mówię, że to zły pomysł, ale... Co z mieszkaniem? - spytała.
    - Wiele hoteli oferuje też mieszkania służbowe. Przemyślisz to?
    Dziewczyna kiwnęła głową i zamyśliła się. Pingwin uśmiechnął się.
    - Nie puszczę cię dzisiaj do pracy. - dodał.
    Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
    - Nie denerwuj mnie dzisiaj - rzekła, a następnie zaczęła przygotowywać się do pracy.
    - Naprawdę... nie puszczę... - wyszeptał jej do ucha, obejmując ją za ramiona. - Powinniśmy poszukać innych ofert pracy, skoro niedługo chcemy się stąd wynieść.
    Dziewczynę przeszedł dreszcz, kiedy poczuła oddech Kowalskiego blisko swojego ,,ucha'', zarumieniła się trochę.
    - A może ja pójdę dalej pracować, a ty coś poszukasz? Jak nie znajdziemy dzisiaj nic, kiedy nie przyjdę do pracy to będziemy nocować na dworze.
    - Nawet sobie nie wyobrażasz jakie cudowne jest spanie na łonie natury. - uśmiechnął się Kowalski. Sammy chciała coś powiedzieć, ale Kowalski zatkał jej dziób. - Proszę cię, nic nie mów. Urządzimy sobie małą wycieczkę.
    - Boje się otwartej przestrzeni... - powiedziała i spuściła głowę.
    - Będziesz przy mnie. Nic się nie stanie.
    - Dobrze. - odszepnęła dziewczyna. - Tylko doprowadzę się do porządku i wezmę kilka rzeczy. - Sammy otarła łzy i odgarnęła z dzioba potargane włosy.
    - Jasne. - Kowalski uśmiechnął się. - Mam zrobić kilka kanapek? - dziewczyna pokiwała głową.
    - Pomogę ci - powiedziała dziewczyna i wyjęła masło z lodówki, która prawie świeciła pustkami.
    - Poradzę sobie. - Kowalski delikatnie acz stanowczo wyjął jej masło ze skrzydełek, a zamiast niego wyjął z torby dwa słoiki. - Masło orzechowe i galaretka winogronowa. - wytłumaczył, widząc zdziwioną minę Sammy. - Naprawdę dam sobie radę. Ty możesz w tym czasie wziąć prysznic. Może być? - dziewczyna pokiwała głową i pocałowawszy naukowca w policzek w podskokach pobiegła do łazienki.
    Przez niecałą godzinę słuchał, jak dziewczyna śpiewa pod prysznicem, mimo że nie znała dobrze tekstu - przy tym wymyślała jakieś słowa. Wreszcie pokazała się z powrotem. Miała na sobie zwiewną koszulkę z krótkim rękawem, a włosy - wcześniej potargane - związała w kucyk, grzywka opadała jej na oko.
    - Idziemy? - spytała, uśmiechając się do niego. Kowalski stał jak wmurowany. Dziewczyna szybko się zarumieniła. - No...no co?
    - Nic... Wyglądasz... Przepięknie. - wyjąkał naukowiec, również się rumieniąc. Sammy przekrzywiła główkę, uśmiechając się. Kowalski miał wrażenie, że serce stanęło mu w miejscu. Nawet Doris tak na niego nie działała.
    - Ale ty słodki jesteś jak się rumienisz! - pisnęła i przytuliła go.
    ___
    W tym samym czasie, Skipper i reszta kręcili się obok hotelu. Byli już blisko odnalezienia Kowalskiego.
    - Czujecie coś Rico? - odezwał się dowódca.
    - Był tu, był tu! - wybełkotał psychopata, wciągając powietrze. W tym momencie zachowywał się jak świetnie wyszkolony pies tropiący.
    - Gdy tylko go znajdziemy, pożałuje że nas zostawił... - rzekł Skipper. - Szukajcie Rico, szukajcie! - w tym samym momencie usłyszał chichot dobiegający od drzwi hotelu. Odwrócił się, a widząc Kowalskiego, ściskającego za skrzydło uroczą pingwinkę, wepchnął podwładnych za najbliższe krzaki.
    - Szefie, co pan robi? - odezwał się Szeregowy, ale dowódca zatkał mu dziób. Wskazał na zakochanych i szepnął:
    - To.
    Kowalski delikatnie obrócił dziewczynę i potem mocno przytulił.
    - To, czyli co? -młody wyrwał się z uścisku dowódcy. Skipper przewrócił oczami dając mu do zrozumienia, że nie ma o niczym pojęcia, ale wytłumaczył:
    - Nie widzisz co tam się wyrabia?! - Szef złapał młodego za głowę i przechylił tak, aby widział dobrze Kowalskiego i Sam. - Porzucił oddział dla jakiejś laluni!
    - Całkiem niezła! - wybełkotał Rico.
    - Może i tak, ale co liczy się dla niego bardziej? My, czy jakaś wyfiokowana lalunia, która prędzej czy później i tak porzuci go dla innego? Wszystkie kobiety są takie same!


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 847
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 16
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pon Sie 29, 2016 9:29 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.
    - No dobrze, niech będzie. - westchnął. - Muszę przecież gdzieś mieszkać. - dodał i zanurkował w wodzie, w ślad za delfinicą.
    - Hm... a chłopaków gdzie masz? Kolejny wynalazek ich w końcu zabił? - zaśmiała się, ale natychmiast spoważniała, gdy Kowalski rzucił jej mordercze spojrzenie.
    ___
    Mieszkanie Doris okazało się być miejscem absolutnie dziewczęcym i bardzo... różowym. Kowalski rozglądał się dookoła z rozdziawionym dziobem. Różowy, gdzie był wszędzie, sprawiał, że chciało mu się wymiotować.
    - Bardzo... różowo... i... ładnie, bardzo - powiedział, uśmiechając się do swojej ukochanej.
    - Wiem. Jack też kocha różowy kolor.
    Na dźwięk swojego imienia, z drugiego pomieszczenia wyłonił się niezwykle elegancki samiec maskonura złotoczubego. Kowalski nie ufał maskonurom...
    - A to jakiś gej? - wypalił, zanim zdążył dwa razy pomyśleć. Doris wzięła się pod boki i posłała mu kwaśną minę.
    -Witam. Zapewniam pana, że nie jestem gejem-Jack objął Doris-a pan nazywa się...?
    - Kowalski. - pingwinek wyciągnął skrzydło. - I przepraszam za tego geja. Nie pomyślałem. - Jack uścisnął skrzydło Kowalskiego, uśmiechając się porozumiewawczo.
    - Nic nie szkodzi. - zapewnił. - Co pana do nas sprowadza?
    - Doris pozwoliła mi pomieszkać z państwem kilka dni. - Kowalski przeszedł na język oficjalny. - Mam nadzieję, ze to nie kłopot.
    -Jeśli tylko moja ukochana sobie tego życzy, może pan zostać-odparł Jack. - Proszę za mną.
    Maskonur poprowadził Kowalskiego do pokoju, w którym naukowiec od dziś miał rezydować. Pingwinek rozglądał się z zachwytem. Ściany oklejone beżową tapetą w różyczki, łóżko z najprawdziwszym baldachimem, drewniany stolik, fotel i... biblioteczka. Kowalski uśmiechnął się.
    Czuł się tu coraz lepiej, wydawało mu się że Jack to całkiem miły gość. No, może poza faktem że jest chłopakiem Doris.
    - Za dwadzieścia minut będzie kolacja chłopcy! - zwołała Doris.
    - Co tam przygotowuje dzisiaj moja królewna? - spytał Jack, dziecięcym głosem, przez co Kowalskiemu zachciało się śmiać.
    - Dziś naleśniki na słono z grzybami, a do tego sałatka z suszonych pomidorów, sałaty, rukoli i oliwek. - Doris wyjrzała z kuchni.
    - Mmm... - Jack aż się oblizał. - Zasmakuje ci, zobaczysz. - zwrócił się do Kowalskiego. Naukowiec położył swoje rzeczy na łóżku i ruszył za maskonurem do jadalni.
    - A rączki umyte? - spytała delfinica, wycierając płetwy. - Potem dostaniecie coś jeszcze pyszniejszego. - Kowalski uśmiechnął się. Czuł się tu już niemalże jak w domu.
    ___
    Po jedzeniu Kowalski zdecydował, że położy się już do łóżka. To był długi dzień.
    Zastanawiało go bardzo co robią teraz jego bracia. Czy w ogóle za nim tęsknią?
    Jak dotąd, o wiele lepiej czuł się o Jacka i Doris niż w bazie.
    -Skoro tutaj jest tyle książek-wyszeptał Kowalski-to być może Jack również jest naukowcem i znajdziemy jakiś temat do rozmowy? Może w końcu ktoś mnie zrozumie na tym szalonym świecie? - Kowalski zerwał się na równe nogi, musiał się już od razu spytać. W tej chwili. Tylko... jak... jak zacząć rozmowę z nim? Może wcale nie jest naukowcem?
    Po chwili namysłu, Kowalski stwierdził że Jack i Doris na pewno już śpią-zresztą sugerowały to zgaszone światła w całym mieszkaniu i cisza jak makiem zasiał. Nie było więc sensu ich budzić, tylko po to by zadać Jackowi to jedno pytanie. Jednak ciekawość była nie do zaspokojenia. Kowalski postanowił potajemnie "zwiedzić" mieszkanie... wyślizgnął się ze swojego pokoju i wyjrzał na korytarz. Żadnych zamkniętych drzwi, więc nie będzie musiał robić niepotrzebnego hałasu. Kuchnię już widział, teraz zajrzał do salonu. Przed telewizorem oprócz kanapy stało ogromne akwarium dla Doris, a na ścianach wisiało kilka kiczowatych obrazków. Po namyśle Kowalski stwierdził, że daruje sobie teraz ich oglądanie i poszedł dalej. Wchodząc do następnego pokoju omal nie krzyknął. Jego oczom ukazał się nowoczesny superkomputer i mnóstwo gadżetów, które swego czasu chciał oglądać podczas Invexpo. Uważając by nie potknąć się o leżące na ziemi kable, Kowalski podziwiał sprzęt.
    -Jack musi mieć mnóstwo pieniędzy, nikogo normalnego nie stać na taką ilość tak drogich rzeczy-pomyślał naukowiec. Uśmiechnął się, kręcąc głową. Może naprawdę uda mu się znaleźć wspólny język z maskonurem? Kowalski ziewnął szeroko, był naprawdę zmęczony, więc postanowił zajrzeć jeszcze o następnego pokoju i pójśc spać. Trafił do sypialni Doris i jej chłopaka. Oboje spali jak zabici, a Kowalskiemu wydawało się, że z każdym jego krokiem podłoga trzeszczy sto razy głośniej niż normalnie. Wtedy uwagę naukowca przykuł leżący na komodzie notes... Z ciężkim sercem i nie bez wyrzutów sumienia zgarnął go z regału i zabrał ze sobą, postanawiając go traktować, jako coś lekkiego do poczytania przed snem-najwyżej rano szybko odłoży go na miejsce. Kowalski cicho wycofał się do "swojego" pokoju. Zakopał się pod kołdrą i otworzył notes na pierwszej stronie, który zapełniony był mnóstwami obliczeń, wzorów i wyrażeń, w których Kowalski nie mógł doszukać się sensu. Nawet nie zauważył, kiedy usnął.
    ___
    - Kochanie, brałaś może mój notes? Leżał na komodzie... - Kiedy Kowalski usłyszał tylko głos Jack'a, zerwał się na równe nogi i przycisnął notesik mocno do piersi.
    - Nie brałam! - odkrzyknęła Doris. Pod wpływem impulsu naukowiec wcisnął notes pod poduszkę i wstał z łóżka, postanawiając grać zaspanego, gdyż w sumie taki był.
    - Eh... - westchnął Jack - to kto go wziął? Rozpłynął się w powietrzu?! Miałem tam bardzo ważne obliczenia!
    - Nie krzycz tak. Kowalski śpi.
    - A właśnie, Kowalski! Może on coś o tym wie... idę sprawdzić - powiedziawszy to, ruszył w stronę pokoju pingwina. Kowalski akurat wychodził z pokoju, przecierając oczy, kiedy wpadł na maskonura.
    - Cześć. - odezwał się Jack. - Widziałeś gdzieś mój notes z obliczeniami?
    - Jaki notes? - wypalił pingwinek, ganiąc się w myślach za pochopną odpowiedź i skierował się do salonu, gdzie zastał Doris w jej ogromnym akwarium, która ćwiczyła przed telewizorem coś, co przypominało fitness.
    - Doris, gdzie jest łazienka? - odezwał się nieśmiało, nie chcąc przeszkadzać.
    Dziewczyna mu nie odpowiedziała, była zbyt zajęta ćwiczeniem. Kowalski westchnął i przewrócił oczami.
    - Doooris!
    - Korytarzem prosto i trzecie drzwi po lewej! - Kowalski kiwnął głową i zamknął się w łazience, zamykając drzwi na zasuwkę. Westchnął ciężko. Nie spodziewał się, ze ten notes jest taki ważny. Przecież nie mógł tak po prostu oddać go Jackowi. Zwłaszcza, ze czytał jego zapiski.
    - Kochanie, na pewno go nie widziałaś?! - wrzasnął zdenerwowany chłopak Doris.
    - Nie! Poza tym to tylko notes, kupisz sobie nowy!
    Kowalski przełknął głośno ślinę. Patrzył smętnie jak wanna napełnia się wodą, a do oczu powoli napływały mu łzy. Znowu wpędził się w kłopoty. Przez własną głupotę może stracić teraz przyjaciół i mieszkanie. Naukowiec kucnął obok wanny i rozpłakał się. Wszystko co się ostatnio wydarzyło,stało się z jego winy.
    Doris akurat przechodziła obok łazienki, gdy usłyszała szloch Kowalskiego.
    - Kowalski, stało się coś? - spytała, podchodząc bliżej drzwi. - Ty... ty płaczesz? Chcesz może porozmawiać?
    - Kowalski, otwórz drzwi! - do dziewczyny dołączył też Jack. Pingwinek okręcił głową przecząco, czego przecież żadne z nich nie mogło zobaczyć.
    - Kowalski, proszę! - powtórzyła Doris. - Nie masz się czego bać, w razie coś pomożemy. - Kowalski drżąc od tłumionego szlochu, odsunął zasuwkę i do łazienki wpadł maskonur, razem z delfinicą.
    Kowalski pisnął, chowając za sobą notesik. Serce trzepotało mu jak zamknięty ptak w klatce. Kompletnie nie wiedział jak ma się w tym momencie zachować. Nawet bał się spojrzeć na ich obojga.
    - Kowalski... co się stało? - spytała go, podchodząc powoli do niego.
    Naukowiec oparł się o ścianę, dociskając do niej notes plecami. Wystarczy jeden pochopny ruch i wszystko się wyda...
    - N-nie... wszystko dobrze... - wyjąkał, jego policzki oblał straszny rumieniec. Ścisnął mocno notes w skrzydłach.
    - Właśnie Kowalski, skoro już jesteś, wiesz może gdzie znajduje się mój notes? - zapytał Jack, spoglądając na niego podejrzanie. Pingwinek wyciągnął zza pleców jego rzecz.
    - Przepraszam Jack... - wyjąkał. - Wziąłem go żeby tylko przejrzeć, a potem nie potrafiłem ci oddać.
    - Już dobrze. - odpowiedział maskonur, biorąc od niego notes. - Ale to i tak lekcja, że cudzych rzeczy się raczej nie bierze. Kochanie, możesz wyjść? Chcę porozmawiać z Kowalskim sam na sam.
    - Oczywiście. - odpowiedziała Doris i zniknęła za drzwiami.
    Twarz Jacka przybrała przerażający wyraz. Kowalski poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie...
    - Jesteś zły? - wypalił pingwinek.
    - Jestem. - odpowiedział maskonur. - Ale spokojnie. Wiesz... Ja pracuję dla FBI. Nawet Doris o tym nie wie. Ten notes był dla mnie taki ważny, bo są w nim obliczenia dotyczące mojej pracy. Dlatego chciałem go odzyskać. Widziałem, ze myszkowałeś mi po pracowni.
    - M-masz... eee... dobre pomysły... eee... na to i... tamto... ekhm, ekhm - zakaszlał i spuścił wzrok. - Jeszcze raz przepraszam. Ja tylko chciałem...
    - Rozumiem. Ale mam prośbę: nie mów o niczym Doris. A jeżeli tylko coś...
    - Nic nie powiem! - pisnął przerażający Kowalski, unosząc skrzydła do góry. - Obiecuję! Będę milczał jak grób, Doris się o niczym nie dowie!
    - Dobrze. - Jack kiwnął głową. - Wykąp się teraz, uspokój i przyjdź na śniadanie, ok?
    - Ok. - Kowalskiemu udało się uśmiechnąć. Chwilę potem siedział już w wannie pełnej cieplutkiej wody, rozmyślając o tym, co powiedział mu maskonur. Co właściwie robi Jack dla FBI? Jakich informacji im dostarcza? I właściwie po czyjej stronie jest FBI? Pingwinek westchnął i oparł się o brzeg wanny. Od domysłów zaczynała boleć go głowa.
    - Hej Kowalski, co byś chciał na śniadanie?! - zawołała wesoło Doris, kiedy naukowiec wszedł do kuchni z wciąż mokrymi piórkami.
    - Ale... ja umiem sobie zrobić jeść. - zaprotestował Kowalski. - No dobrze, jajecznica. - zdecydował, widząc wyczekującą minę delfinicy.
    - Zrobię ci taką z grzybami. - uśmiechnęła się dziewczyna. Kowalski przeniósł wzrok na Jacka.
    Naukowiec nie przepadał za bardzo za grzybami, ale w końcu nie wypada tak u kogoś mówić. Kiedy wzrok jego i Jack'a się spotkały, lekko się uśmiechnął. Chociaż dalej mu było głupio, że wziął mu notes. Chociaż w jajecznicy znajdowały się obiecane leśne skarby, to z talerza Kowalskiego zniknęła w szaleńczym tempie. Naukowiec oblizał się.
    - Mogę jeszcze? - spytał, podnosząc talerz.
    - A Skipper to cię głodził? - spytała Doris. - Nie bój się, ja ci nie będę jedzenia żałować.
    - Nie chce o nim rozmawiać... - westchnął, a kiedy danie znów pojawiło się na talerzu zniknęło szybciutko. - Pycha! Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak pysznego!
    Był najedzony, ale już zastanawiał się nad tym, co będzie na obiad.
    - Może mógłbym polecieć po zakupy, czy coś? - odezwał się, oblizując widelec.
    - A co chcesz na obiad? - spytała Doris.
    - Zjem co ugotujesz. - odpowiedział Kowalski, nie chcąc być niegrzeczny. - Ale jeślibyś mogła zrobić sushi? Umiesz?
    - Pewnie. Tylko potrzebna mi będzie ryba i ryż.
    Chłopak pisnął zadowolony i zaklaskał. Sushi było dla niego wszystkim. A z płetw Doris, jedzenie byłoby jeszcze lepsze niż Rico. Przez chwile Kowalskiemu zrobiło się przykro, niby znalazł Doris, schronienie, ale przyjaciele zostali, pomimo że miał już dosyć Skipper'a tęskni za nim. Tęskni za nimi wszystkimi.
    ___
    Kiedy Kowalski wszedł do kuchni z torbą z zakupami w skrzydle, Doris akurat rozmawiała przez telefon.
    - Tak, właśnie wrócił. Już ci go daję. - Kowalski spojrzał na delfinicę pytająco, biorąc od niej słuchawkę. - Skipper do ciebie. - pingwinek zesztywniał, ale przyłożył słuchawkę do ucha.
    - Kowalski?! - usłyszał dobrze znany głos dowódcy. - Macie mi tu natychmiast wracać, słyszycie?! Wiecie że to niesubordynacja?! Nie ma wypisywania się z oddziału! Słyszycie mnie? - Kowalski odłożył telefon na miejsce, cały się trzęsąc. Nie był w stanie wybaczyć Szefowi. Wziął jednak głęboki oddech i wybrał numer, ale tym razem do Szeregowego...
    - Kowalski! - zapiszczał najmłodszy pingwinek. - Wszyscy się o ciebie tutaj martwimy, a Szef...
    - Dawaj mi tę słuchawkę! - Kowalskiego zmroziło, kiedy znowu usłyszał Skippera. - Wiem gdzie jesteś i nie zawaham się po ciebie przyjść Kowalski! Ani mi się waż odkładać słuchawki! I tak już macie do końca życia przerąbane, słyszysz?! Przerąbane! - Kowalski wcisnął guzik, kończący rozmowę. Cały się telepał, bolała o głowa i było mu niedobrze. Jego ciało protestowało przed powrotem do bazy.
    - Kowalski... - odezwała się Doris.
    -Doris-odrzekł Kowalski z przerażeniem w oczach-oni po mnie idą. Ci którzy traktowali mnie jak popychadło, teraz chcą zaciągnąć mnie do bazy i się zemścić. Muszę uciekać! - nie dał rady powiedzieć nic więcej, bo dopadły go nagłe zawroty głowy, a on zwymiotował wprost na podłogę.
    - Spokojnie. - Doris położyła mu płetwy (?) na ramionach.
    -Ueee...Kowalski trzymał się za brzuch. Mimo słabego samopoczucia, podniósł się z podłogi i zaczął szybko zbierać i pakować swoje rzeczy. Wziął ich z bazy bardzo niewiele, więc pakowanie się zajęło mu dosłownie kilka sekund.
    - Nigdzie nie pójdziesz. - powiedziała Doris, delikatnie wyjmując mu ze skrzydeł walizkę. - Popatrz na siebie zanim zrobisz cokolwiek. - Kowalski przejrzał się w lustrze. Podkrążone i zaczerwienione oczka, piórka posklejane od potu, trzęsące się skrzydła. Oddychał szybko i nierówno. Kowalski zakaszlał. Znowu zbierało mu się na wymioty.
    -Bleee-Kowalski nie wytrzymał i pozbył się śniadania. Zrozumiał że nie może uciekać, nie w tym stanie. Musiał się gdzieś ukryć. Musiał...
    Nagle, naukowiec zobaczył czarne plamy przez oczami. Zasłabł i osunął się na podłogę.
    -Jack!-zawołała spanikowana Doris...
    ___
    Kowalski ocknął się w swoim pokoju, w łóżku z baldac