Polskie forum fanów serialu ,,Pingwiny z Madagaskaru - dołącz do naszej społeczności już dziś!


    Historia Kowalskiego

    Share
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Kwi 27, 2016 4:22 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. skąd biurko w kibelku?. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?


    _________________
    avatar
    SS
    Admin

    Liczba postów : 168
    Reputacja : 0
    Join date : 15/04/2016
    Age : 20

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by SS on Sro Kwi 27, 2016 4:26 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.

    Przepraszam za biurko, pomyliłem pomieszczenia xd
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Kwi 27, 2016 4:28 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja!


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Kwi 27, 2016 4:46 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Kwi 27, 2016 4:48 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Sro Kwi 27, 2016 4:50 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Kwi 27, 2016 5:11 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Sro Kwi 27, 2016 6:02 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sro Kwi 27, 2016 7:24 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Czw Kwi 28, 2016 5:48 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Czw Kwi 28, 2016 5:58 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Kwi 29, 2016 11:57 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci...


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pią Kwi 29, 2016 2:07 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Kwi 29, 2016 3:05 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Pią Kwi 29, 2016 5:47 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Pią Kwi 29, 2016 7:36 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Kwi 29, 2016 7:50 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Pią Kwi 29, 2016 8:10 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Pią Kwi 29, 2016 9:38 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci...


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Sob Kwi 30, 2016 5:42 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki.


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Sob Kwi 30, 2016 8:49 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont.


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Nie Maj 01, 2016 10:35 am

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.


    _________________
    avatar
    Kowalski, opcje!

    Liczba postów : 924
    Reputacja : 2
    Join date : 16/04/2016
    Age : 17
    Skąd : Polska xD

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Kowalski, opcje! on Nie Maj 01, 2016 3:26 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?


    _________________
    avatar
    Isia

    Liczba postów : 185
    Reputacja : 1
    Join date : 16/04/2016
    Age : 18
    Skąd : Polska :3

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Isia on Nie Maj 01, 2016 5:13 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...


    _________________
    avatar
    Alex McPenguin

    Liczba postów : 850
    Reputacja : 3
    Join date : 15/04/2016
    Age : 17
    Skąd : pow. tarnowski

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Alex McPenguin on Nie Maj 01, 2016 6:48 pm

    Atmosfera w bazie stawała się coraz bardziej napięta, gdy Kowalski usiłował naprawić to, co znowu zepsuł, a mianowicie wynalazek, który właśnie stawał w płomieniach. Rozdrażniony czterogodzinną walką naukowca z ogniem, Szef wyłączył telewizor i wyjąwszy z brzucha Rico gaśnicę opryskał pianą nie ogień, lecz samego naukowca, chcąc wyładować gniew, który od tych czterech godzin wzbierał w nim coraz bardziej.
    -Żołnierzu, czy możecie mi powiedzieć, kiedy w końcu nauczycie się tworzyć wynalazki, które nie będą próbowały nas zabić?
    Naukowiec z godnością otrzepał pióra z piany, lecz zanim zdążył odeprzeć atak Szefa jakąś ciętą, naukową ripostą, jego machina zaatakowała po raz kolejny i silny podmuch odrzucił go na ścianę.
    -Uporajcie się z tym zanim całkowicie stracę cierpliwość - polecił reszcie oddziału Szef.
    Kowalski bezradnie patrzył jak Rico pozbywa się kłopotliwej maszyny, tłumiąc w sobie szloch.
    -Kaboom, hehe-zarechotał Rico z zadowoleniem.
    -Szefie... Ta machina... To było moje największe życiowe osiągnięcie!
    -Kowalski...czy wy chcecie mi powiedzieć, że to coś co właśnie stanęło w płomieniach, tak jak większość waszych wynalazków to przełomowe osiągnięcie?-odparł Szef z ironią w głosie.
    - Mhm... - Kowalski kiwnął głową, po policzkach poleciały mu łzy, a on sam zrobił to, czego nie robił odkąd był małym pisklakiem. Rozpłakał się.
    Szeregowemu, który przyglądał się całej sytuacji, nagle zrobiło się żal naukowca i stwierdził że należy go pocieszyć. Skipper za to w osłupieniu przyglądał się podwładnemu, który mazał się jak gdyby naprawdę był dzieckiem.
    -Cicho, już spokojnie, Kowalski, nie łam się... - szepnął Szeregowy, darząc Szefa karcącym spojrzeniem.
    Skipper przewrócił oczami.
    -Kowalski, czy wy jesteście mężczyzną czy płaczliwą panienką? - Kowalski nie odpowiedział, ciągle płacząc, pomimo złośliwej uwagi Skippera i próbach pocieszenia Szeregowego.
    - Przepraszam, muszę do łazienki... - powiedział w końcu i wycofał się z pomieszczenia głównego.
    ___
    Gdy Kowalski przekroczył drzwi toalety, wziął głęboki oddech i zaczął się zastanawiać, czemu kolejny z jego wynalazków zakończył żywot spektakularnym wybuchem. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o drzwi i odetchnął głęboko, usiłując sobie przypomnieć czy nie machnął się gdzieś w obliczeniach, ale niczego takiego nie pamiętał.
    puk puk
    -Kowalski... wszystko w porządku?
    Naukowiec spojrzał na drzwi, zza których wyglądał nieśmiało Szeregowy.
    - Tak, nie bój się, nic mi nie jest. - Kowalski wstał z podłogi i wytarł łzy. - Pewnie macie mnie już dość. Szef coś mówił?
    -Chodzi po bazie, jest strasznie zdenerwowany i wyklina wszystkie twoje wynalazki-odparł Szeregowy.
    - Muszę tam iść? - Szeregowy bez słowa kiwnął główką. Kowalski wziął głęboki wdech.
    -Zaraz. Poczekaj na mnie.
    Szeregowy wyszedł z pomieszczenia. Kowalski wziął jeszcze jeden głęboki oddech i podszedł do swojego biurka. Chwilę potem dołączył do młodego.
    - Kowalski... - zaczął Skipper szorstko, kiedy oboje znaleźli się w pomieszczeniu głównym. - Macie szlaban, rozumiecie? Do odwołania. Dopóki nie uznam, że sobie na to zasłużyliście. Rozumiecie przekaz?
    -Nie!
    Harda odpowiedź naukowca wybiła Szefa na chwilę z tonu.
    - Jak to? - odpowiedział w końcu. - Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja jestem waszym dowódcą? A to jest niesubordynacja! - warknął i podszedł powoli do niego. Naukowiec dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, jaką głupotę popełnił. Skipper mocno trzasnął go po dziobie, a potem dla równowagi uderzył z drugiej strony.
    - Wybacz Szefie, ale melduję nieposłuszeństwo...
    Szeregowy wykrzywił się, widząc jak jego przyjaciel oberwał.
    - Mam nadzieję Kowalski, że to się już więcej nie powtórzy, bo inaczej wylecicie!
    - Tak po prostu mi Szef odpuszcza? - spytał naukowiec, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji, a jednak brnie w to dalej. - Może Szef się boi, że go nie posłucham? - skrzydła Kowalskiego zacisnęły się w pięści.
    Oczy Skippera zabłysły złowrogo.
    -Rico-wycedził Szef-macie natychmiast zniszczyć wszystkie wynalazki Kowalskiego. Co do jednego.
    - A-ale... - zaczął naukowiec, ale uznawszy, ze pertraktacje są daremne, westchnął. - Dobrze. Ma Szef moje słowo, że już nigdy więcej nie tknę śrubokrętu.
    Skipper uspokoił się trochę. Z sąsiedniego pomieszczenia dał się słyszeć dźwięk niszczonych sprzętów. Rico już szalał. Kowalski za to stał na baczność, udając, że nie słyszy głosów dochodzących zza ściany, choć w środku cały się trząsł. Jego jestestwo właśnie umarło, a wraz z nim dusza naukowca. Serduszko Kowalskiego pękło na dwoje. Próbował powstrzymać napływające łzy, ale niestety nie udało mu się. Wybuchnął niekontrolowanym płaczem.
    - Dlaczego wy mnie tak wszyscy nienawidzicie?! - wybełkotał, po czym padł na ,,kolana'', chowając twarzyczkę w skrzydłach. - Moje dzieci... - Skipper poczuł, że coś ściska go w piersi.
    - Sorry. Odrobinę przesadziłem. - powiedział, kucając obok Kowalskiego. - Co... cofam wszystko! Przepraszam. Trochę... Za bardzo się wkurzyłem. Przepraszam was. Przepraszam. Kowalski? Serio, nie płaczcie. - naukowiec drgnął, kiedy dowódca mocno go przytulił.
    - Aww, jakie to słodkie - rzekł Szeregowy, składając skrzydełka i robiąc słodkie oczka, przez co Rico miał ochotę zwrócić śniadanie.
    - Przytulenie w niczym tu nie pomoże Szefie! Moje dzieci... ich już nie ma... nie mogę tak żyć!
    - Eee tam. zbudujecie sobie nowe. - Skipper machnął lekceważąco skrzydłem. Kowalski za to przeszył go morderczym spojrzeniem.
    -No już dobrze, Kowalski. Dostaniesz na pocieszenie ciasto rybne. Rico, wyczaruj nam ciasto.
    -Bleee!-dał się słyszeć znajomy odgłos.
    - Nie chce żadnego ciastka, chce moje dzieci z powrotem! Jesteście potworami, nie liczycie się z moimi uczuciami! Nigdy nie zrozumiecie takiego inteligentnego naukowca jak ja! Chce zostać sam, nienawidzę was wszystkich! - wykrzyczał i wszedł do laboratorium, trzaskając drzwiami.
    - Szefie i co teraz? - spytał smutny Szeregowy. - Skrzywdziliśmy go i to bardzo. To nie ładnie z naszej strony...
    Tymczasem w laboratorium, Kowalski usiłował powstrzymać płacz. W jego głowie szumiało tysiące myśli. I wtedy pojawiła się ta jedna.
    -Już wiem u kogo poszukam pocieszenia-wyszeptał-Doris...
    Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i założył okulary przeciw słoneczne.
    - Tylko ona jedyna mnie zrozumie... a nie Ci... Ci... - zaszlochał cichutko i wymknął się z bazy, zmierzając w stronę zatoki. Kiedy wreszcie tam dotarł, usiadł na brzegu i wpatrywał się w horyzont. - Doris mi pomoże i ja... ja im jeszcze pokaże!
    - Kowalski? - Pingwin słysząc słodki głosik swojej ukochanej zerwał się na równe nogi i spojrzał jej stronę.
    - D-D-Doooorisss... - zachichotał, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała.
    - Przyszedłem... D-do ciebie... - wyjąkał. - Mogę z tobą zamieszkać?
    -Hmmm, no wiesz Kowalski, mogę Cię przyjąć w moim domu, ale będę musiała zapytać o zgodę mojego nowego chłopaka.
    Kowalskiemu zrzedła mina...
    - N-no-nowego ch-chłopaka? - wyjąkał.
    - Tak, chłopaka. Ma na imię Jack i jest cudowny. Jak go poznasz to na pewno go polubisz! - pisnęła.
    Kowalski już miał naprawdę dosyć.
    ,,Dlaczego nie mogę być chociaż raz w życiu szczęśliwy? Dlaczego mi się nigdy nic nie udaje? Dlaczego Doris mnie nie kocha?!'' - pomyślał, wpatrując się w swoje łapki.


    _________________

    Sponsored content

    Re: Historia Kowalskiego

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Nie Gru 17, 2017 6:50 pm